wtorek, 3 lutego 2015

#001 Czytanie to siła

Ten tekst został wysłany na konkurs pt. "Podróżuj, śnij, odkrywaj" organizowany przez Społeczne Gimnazjum "Startowa" w Warszawie (klik

„O dwóch taki, co chcieli wiedzieć więcej”

Dawno, dawno temu w odległej krainie zwanej Terra żył pewien człowiek, zwany Scolaris. Miał on dwóch synów – starszego o imieniu Cures i młodszego, Imago. Scolaris nie był człowiekiem podobnym do innych, miał bowiem wyjątkowy dar, który pozwolił mu zgłębiać tajniki całego znanego współczesnym mu ludziom świata. Mężczyzna postanowił przekazać swoją niezwykłą umiejętność swoim synom, którzy, jak sądził, będą w stanie godnie ją przyjąć i z pożytkiem dla innych go wykorzystać.
W dniu siódmych urodzin Curesa, Scolaris planował podarować mu prezent przygotowany specjalnie na tę okazję. O poranku zaprosił chłopca do stołu w kuchni, jedynego, jaki posiadali w całym domu, i położył na nim grubą księgę z czerwoną obwolutą i cienkimi stronicami wykonanymi z delikatnego pergaminu.
  • Mój synu – zaczął poważnym, lecz pełnym ciepła i miłości Scolaris – dzisiaj jest wyjątkowy dzień, dlatego też mam dla ciebie wyjątkowy podarunek. Chcę ci przekazać całą wiedzę, jaką posiadam o tym świecie. Z pewnością wyda ci się to ogromnym wysiłkiem, jednak, aby poznać tajemnice świata wystarczy posiąść najszlachetniejszą z nauk.
  • Co to za nauka, tato? - zapytał z zaciekawieniem Cures. Scolaris otworzył księgę na pierwszej stronie i rozpoczął czytać. Chłopiec przyglądał się temu, chłonąc każde ojcowskie słowo. Zdawało się, że po cichu powtarza wyrazy, jakby chciał je lepiej zrozumieć i zapamiętać na zawsze.
  • ...i tak właśnie powstał świat. - zakończył Scolaris po przeczytaniu kilkunastu wersetów Księgi Rodzaju. - Mój drogi synu, już niedługo będziesz w stanie przeczytać całą tę księgę. I wszelkie inne dostępne we wszystkich krainach na świecie. Nauczę cię czytać, a jeśli posiądziesz tą wiedzę, odkryjesz prawdziwe piękno i sens życia – mówił ojciec, a Cures wpatrywał się w niego, odbierał jego słowa wszystkimi zmysłami, ponieważ czuł, że zostaje wprowadzony w niezwykły świat, do którego mają dostęp jedynie wybrani – w świat wiedzy.
Mimo że Scolaris chciał przekazać swoje umiejętności obu synom, uznał, że Imago jest na to jeszcze zbyt młody, miał bowiem dopiero pięć lat. Był on jednak chłopcem, którego ciekawiły wszelkie zjawiska, które był w stanie zaobserwować. W przeciwieństwie do swojego brata, nie zawsze był posłuszny, lubił godzinami wpatrywać się w gwiazdy, a gdy nabroił, opowiadał historie tak nieprawdopodobne, że ojciec nie miał serca go ukarał. Tym razem nie było inaczej. Imago schował się za kuchennymi drzwiami i w ciszy nasłuchiwał rozmowy brata z ojcem. Kiedy tylko usłyszał historię o początkach świata jego wyobraźnia rzucała mu przed oczy wyraźny obraz tych wydarzeń. Jego wizje były tak realne, że wydawało mu się, iż własnymi rękami może dotknąć sklepienia i wód, i zielonej trawy, i wszelkich żywych istot. Ojciec przestał jednak czytać, a obrazy pojawiające się w wyobraźni małego Imago zniknęły niczym bańka mydlana. Chłopiec poczuł ogromne rozczarowanie. Zapomniał o tym, że ojciec zakazał mu przeszkadzać w naukach i na palcach pomaszerował do kuchni. Gdy stanął naprzeciwko siedzącej przy stole dwójki i ujrzał gniewny wzrok ojca, utracił niemal całą odwagę. Zebrał jednak w sobie siły i wyszeptał:
  • Tatusiu, a co było siódmego dnia?
Scolaris z trudem ukrył wzruszenie, jakie wzbudziło w nim to niewinne pytanie. Obawiał się, że młodszy syn nie jest jeszcze gotowy na pobieranie nauk, jednak mylił się i chłopiec sam mu to pokazał. Wstał i podszedł do przerażonego Imago. Uklęknął i delikatnie odgarnął czarne włosy z małego czółka.
  • Siódmego dnia pan Bóg odpoczywał – powiedział z miłością i uściskał syna. Od tej pory obaj bracia uczyli się czytać. Przychodziło im to z niebywałą łatwością, prześcigając się w tym, kto czyta piękniej, wyraźniej i dokładniej. Scolaris patrzył na swoich synów z ogromną dumą i ulgą. Czuł, że z chęcią przyjmą oni jego dar, jednak nie spodziewał się aż takiego zaangażowania z ich strony. Jednego był jednak pewien – ta wiedza da im w przyszłości ogromną siłę i dzięki niej spełnią swoje marzenia.
Chłopcy dorastali i stali się mężczyznami, coraz głębiej wnikając w świat barwnych opowiadań o wyjątkowych krainach. Niektóre mówiły o podróżnikach, którzy przemierzyli wszelkie królestwa, inne o tajemniczych magach potrafiących przewidzieć przyszłość, a jeszcze inne o pięknych królewnach i czarujących książętach. Imago z chęcią czytał je wszystkie po kilka razy, aż wreszcie zapadły mu one w pamięć na tyle, aby opowiadać je bez tekstu. Wieczorami lubił tworzyć własne historie, które opowiadał ojcu, a ten słuchał z ogromnym zaciekawieniem. Z kolei Curesa najbardziej fascynowały opowieści o uczonych medykach, którzy dzięki swojej wiedzy potrafią wyleczyć ludzi z ciężkich i tajemniczych chorób. W głębi duszy pragnął zostać jednym z nich i nieść pomoc innym.
Wśród wielu ksiąg, które znajdowały się w ich domu, obaj bracia najbardziej upodobali sobie jedną, zawierającą najciekawsze i najmądrzejsze zdania, które ludzie kiedykolwiek wypowiedzieli i które udało się spisać.
  • Bardzo mi się podoba ten! – wykrzyknął Imago i czytał na głos. - Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj.
  • Mój mały, „ten” to cytat. I rzeczywiście, ma w sobie coś wyjątkowego – powiedział ojciec, zamyślając się. Nieobecnym wzrokiem popatrzył na syna i nagle ciężko upadł na ziemię.
  • Tato! Co się dzieje?! Cures! Gdzie jesteś?! - krzyczał przerażony Imago. Starał się ocucić ojca, podnieść go, ale bezskutecznie. Chwilę później do domu wbiegł Cures i od razu zbliżył się do leżącego. Pochylił się i przyłożył palce do szyi ojca. - Mały... - powiedział drżącym głosem. Mimo że jego brat miał już osiemnaście lat, dla Curesa wciąż był ukochanym młodszym braciszkiem, o którego musi się zatroszczyć. - On nie żyje. - wyszeptał ze łzami w oczach. - Odszedł od nas...
Bracia pogrążyli się w głębokim smutku, bowiem odeszła od nich osoba, która ukazała im prawdziwą życiową mądrość. Chłopcy, mimo ogromnego żalu, czuli, że ta zdobyta wiedza nie może pójść na marne, jednak nie wiedzieli, co powinni dalej czynić. Przygotowali ojcu skromny pogrzeb i odmówili jedyną modlitwę, którą znali. Później włóczyli się smętnie po okolicy, nie mając ochoty rozmawiać. Wieczorem usieli do wspólnej kolacji – pierwszej spędzanej tylko we dwójkę. Na stole wciąż leżała otwarta księga, w której Imago znalazł ten ciekawy cytat. Nieśmiało podsunął księgę bratu i prostym gestem zachęcił do przeczytania. Gdy zauważył, że skończył, powiedział niepewnym głosem:
  • Nic tutaj nie mamy. Nie damy sobie rady z młynem, który i tak niedługo się rozpadnie. Będziemy żyć w biedzie.
  • Co sugerujesz? - zapytał Cures, co dodało odwagi bratu.
  • Wyjedźmy stąd. Pojedziemy do innych krain, tych wszystkich, o których czytaliśmy. Tam będziemy mogli rozwijać swoją wiedzę, być może to my przekażemy komuś naszą. Nie mamy nic do stracenia. - Cures milczał przez dłuższą chwilę. W jego oczach widać było niepewność, ale także chęć podjęcia ryzyka.
  • Skąd weźmiemy na to pieniądze? To, co mamy ledwo wystarcza na jedzenie.
  • Od króla. Powiedzmy, że... pożyczymy złoto, aby rozwijać swoją wiedzę.
  • Chcesz okraść zamek królewski?!
  • To jest kradzież w słusznym celu! Oni mają tam tyle złota, że nawet nie zauważą, jeśli zabierzemy kilka monet. Poza tym, tak jak mówiłem, my tylko pożyczymy. Gdy zdobędziemy pieniądze dzięki naszej wiedzy oddamy wszystko z nawiązką.
  • To najbardziej szalony z twoich pomysłów – powiedział Cures ze śmiechem. - Dobrze, niech i tak będzie! Mam tylko nadzieję, że nie skończymy na stryczku.
  • Nie martw się o nic. Uda nam się. A koniec końców ojciec będzie z nas dumny... – zakończył Imago widząc, że brat patrzy na niego podejrzliwym wzrokiem. Lepiej było już milczeć, wszystko zostało już powiedziane. A co najważniejsze, pierwsze liny zostały rozwiązane.
Następnego dnia bracia wybrali się do miasta, aby dotrzeć do zamku królewskiego. Był to dzień targowy, dlatego planowali wtopić się w tłum i w którymś z przejeżdżających wozów zakraść się na dziedziniec zamku. Królewski skarbiec znajdował się we wschodniej wieży, jednak strzegło go czterech najlepiej wyszkolonych żołnierzy – a przynajmniej tak mówiono w mieście. Bracia nie mieli jednak dużo czasu do namysłu, dlatego wskoczyli do najbliższego wozu i chwilę później znaleźli się tuż przed wschodnią wieżą. Po cichu wyszli z wozu pełnego warzyw i owoców przeznaczonych dla króla i zakradli się do ogromnych, żelaznych drzwi. Cures spróbował je otworzyć, jednak bezskutecznie. - Jesteśmy szaleni, że próbujemy się zakraść do zamku największymi drzwiami, jakie w życiu widziałem! - wyszeptał ze złości. Wtedy w wyobraźni Imago zaświtał pomysł.
  • Spójrz, tam są okna! - krzyknął. - Nie są wysoko, damy radę się wspiąć. Powinniśmy przez nie dotrzeć do korytarza prowadzącego do skarbca.
  • A co ze strażnikami? - zapytał Cures.
  • Cóż... musimy wykazać się sprytem i odwagą. I drobnym szaleństwem...
  • Cała ta wyprawa to jedno wielkie szaleństwo – denerwował się starszy z braci.
  • Cures, zaufaj mi, damy sobie radę. Nie zawsze siła jest najważniejsza. Robimy to dla naszych marzeń. I dla naszego ojca. Dlatego myślę, że warto. - powiedział z powagą Imago, patrząc bratu głęboko w oczy. Cures wiedział, że ma rację, więc kiwnął głową z aprobatą i obaj ruszyli w kierunku małych okiennic. Gdy się przez nie przecisnęli, znaleźli się w długim, pustym korytarzu.
  • W prawo czy w lewo? - zapytał Cures. Imago nie odpowiadał – nie miał pojęcia, gdzie powinni iść. - W lewo – odparł, starając się, aby jego głos brzmiał pewnie. Po krótkim czasie znaleźli na podłodze kilka złotych monet. Zebrali je do sakiewki i podążali ich śladem. Wkrótce było ich coraz więcej i więcej, aż w końcu zapełnili cztery sakwy – wszystkie, które posiadali.
  • Już czas wracać – powiedział Cures gdy zawiązywali ostatnią sakiewkę. - Myślę, że mamy wystarczająco środków, aby dotrzeć do najbliższego królestwa. Tam zadbamy o uczciwy zarobek.
Zaczęli kierować się z powrotem, w stronę żelaznych drzwi, które stanowiły wejście o wieży. Po drodze mijali dziesiątki okien, każde kolejne wyglądające dokładnie tak samo, jak poprzednie. Wkrótce żaden z braci nie wiedział, gdzie się znajdują, ani którym oknem powinny wyjść.
  • Chodźmy tędy – rzucił nagle Cures. - Powinniśmy zniknąć stąd jak najszybciej.
Gdy wyślizgnęli się na ulicę okazało się, że znaleźli się w zupełnie innym miejscu niż poprzednio. Była to dla nich niemała niespodzianka, ale i duże udogodnienie – stali bowiem zaledwie kilkadziesiąt metrów od portu, z którego mogli się dostać niemal w każde miejsce na ziemi. Gdy zaczęli iść w kierunku zacumowanych łódek, usłyszeli za sobą okrzyki.
  • Uciekajmy! - wykrzyknął Imago. Oto bowiem kilkunastu królewskich żołnierzy biegło przez rynek, taranując przechodniów i stoiska. Krzyczeli i wymachiwali mieczami w stronę Curesa i Imago, którzy co sił w nogach biegli w kierunku odpływającej łodzi.
Imago dotarł do molo pierwszy i bez namysłu wskoczył do łodzi. Próbując złapać oddech i wypowiedzieć jakiekolwiek słowo odwrócił się i zobaczył brata, który nie był tak szybki jak on.
  • Uciekaj! Spełnij nasze marzenia. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj... - powiedział i niemal natychmiast został złapany przez kilku żołnierzy, którzy skrępowali mu ręce. Jeden z nich, przystawiwszy Curesowi miecz do gardła, powiedział lekceważącym tonem:
  • Twój przyjaciel cię opuścił. Ktoś jednak musi ponieść karę. Wiesz, jak kara się złodziei? Ucinając rękę, która ukradła, aby nie zrobiła tego więcej. - wypowiadał słowa powoli i wyraźnie, jakby chcąc się upewnić, że zostanie dobrze zrozumiany. - Skoro zostałeś sam to poniesiesz karę za dwie osoby. Zabrać go! - krzyknął, opuszczając miecz. Cures znosił to poniżenie w milczeniu, myślał jedynie o ojcu, którego zawiódł. Miał nadzieję, że chociaż Imago będzie w stanie wypełnić ich plany.
Gdy Cures, wciąż popychany przez któregoś z żołnierzy, powoli zmierzał w stronę zamku, rozległ się głośny plusk, który zwrócił uwagę wszystkich tam obecnych. Cures wyswobodził się na tyle, aby móc się odwrócić i zobaczył brata, który wyskoczył z łodzi i płynął w stronę portu. Błyskawicznie zebrała się grupa żołnierzy, którzy tylko czekali, aż Imago dotknie molo, aby wciągnąć go na brzeg i pojmać. Teraz obu braci miał spotkać taki sam los – spotkanie z królem, który miał ich osądzić i wymierzyć właściwą karę.
  • Dlaczego to zrobiłeś? - spytał zaskoczony i nieco zmieszany Cures.
  • Nie mógłbym sam spełniać naszych wspólnych marzeń. Miałem nadzieję, że młodość i wiedza dodadzą nam skrzydeł, jednak się pomyliłem.
  • Cisza! - zagrzmiał donośnym głosem jeden z żołnierzy. - Zabrać ich do zamku.
Bracia zostali wtrąceni do lochów, gdzie mieli oczekiwać na przyjęcie przez króla, który miał zadecydować o ich losie. Przez nieoczekiwaną kąpiel, Imago był przemoczony, a w zimnych i wietrznych lochach szybko nabawił się choroby. Cures starał się ogrzać go swoim płaszczem, jednak na niewiele się to zdało, a stan brata z każdą chwilą się pogarszał. Po kilku dniach obaj zostali zaprowadzeni przed oblicze króla. Imago ledwo był w stanie utrzymać się na nogach, ponieważ trawiła go gorączka, miał dreszcze i był bardzo osłabiony. Cures nie mógł go wspomóc, bo miał skrępowane ręce, a żołnierze nie przejmowali się stanem młodzieńca i siłą zaciągnęli go do miejsca zwanego salą sądową.
  • Czy to oni ośmielili się dopuścić się tak haniebnego czynu, jakim jest okradanie mojego zamku? - powiedział donośnym basen król.
  • Tak jest, panie. To oni pr... - zaczął mówić jeden z żołnierzy, jednak Cures przerwał mu krzycząc:
  • Panie! Mój brat zaraz umrze – pokazał na słaniającego się na nogach Imago. - Wiem, że to, co zrobiliśmy było złe, ale zrobiliśmy to w słusznym celu. Gdy się nie udało, mój brat wrócił, aby ponieść konsekwencje naszego czynu. A teraz, jeśli szybko nie otrzyma pomocy, umrze. Mogę mu pomóc. Mogę go wyleczyć, jeśli będę miał odpowiednie narzędzia - dodał Cures, ale nie był przekonany co do swoich umiejętności. Słowo się jednak rzekło i wzbudziło w królu ogromne zainteresowanie.
Władca powoli spacerował po komnacie, aż wreszcie odwrócił się i zapytał, patrząc Curesowi prosto w oczy:
  • W porządku. Dam ci wszystko, czego będziesz potrzebował. Jeśli w siedem uda ci się wyleczyć twojego brata, zostaniesz medykiem na moim dworze i zapomnimy o tamtym niemiłym incydencie. Jeśli jednak ci się nie uda, poniesiesz karę nie tylko za kradzież mojego złota, ale i mojego czasu – zakończył złowieszczym tonem, a następnie zwrócił się do służby, aby zapewniła gościom wszystko, czego potrzebują. - Jak ci na imię, chłopcze? - zwrócił się do opuszczającego salę Curesa.
  • Jestem Cures, panie.
  • Curesie, odpowiedz mi na jeszcze jedno pytanie. Powiedziałeś, że kradliście w słusznym celu, w jakim?
  • Niedawno zmarł nasz ojciec. Żyliśmy w ubóstwie, jednak ojciec nauczył nas sztuki czytania. Chcieliśmy wyjechać do innych krain i tam pogłębiać naszą wiedzę, jednak nie mieliśmy środków, aby opłacić podróż. Później mieliśmy zamiar wrócić i oddać wszystko, co zabraliśmy, panie. Nawet z nawiązką.
  • To bardzo ciekawe... - powiedział powoli król i zamyślił się. - Chodź ze mną, coś ci pokażę. - powiedział do Curesa i wyszedł z sali.
Szli dobrych kilka chwil przez długie i kręte korytarze. Wspięli się po wysokich, drewnianych schodach i znaleźli się przed ogromnymi, żelaznymi drzwiami – wejściem, którego strzegło dwóch żołnierzy. Na widok króla ukłonili się i otworzyli wrota. Cures przekroczył próg i zrozumiał, gdzie się znajdował. Wokół niego były setki regałów, na których stały niezliczone ilości ksiąg i albumów. To była pierwsza prawdziwa biblioteka, jaką w życiu zobaczył i w tym momencie był pewien, że musi być ona największa na świecie.
  • Przez lata nikt tutaj nie zaglądał – zaczął opowiadać król. - Mój brat zwykł przesiadywać tutaj całymi dniami, ale teraz wszystko zbiera tylko kurz. Byłby dumny z tych zbiorów.
  • Panie, wybacz śmiałość, ale co się z nim stało? - zapytał nieśmiało Cures.
  • Odszedł od nas – powiedział z zadumą król.
  • Przykro mi.
  • To była jego największa pasja... Zawsze miałem nadzieję, że ktoś będzie darzył te księgi taką miłością, jak on. Nie krępuj się korzystać z tych pozycji, które są ci potrzebne do wyleczenia brata. Naprawdę wierzę, że ci się uda.
  • Nie wiem, czym sobie zasłużyłem na taką hojność z twoje strony, panie. Nie jestem w stanie wyrazić moje wdzięczności słowami – odparł Cures z ogromnym zaskoczeniem i ekscytacją. Już nie mógł się doczekać aż zdmuchnie kurz z ksiąg o medycynie i chorobach ludzkich.
  • Mam nadzieję, że dobrze tę hojność wykorzystasz. Powodzenia – zakończył król i wyszedł, zostawiając Curesa sam na sam z całą wiedzą świata, zawartą w księgach stojących na tysiącach półek. Nie wiedział, gdzie rozpocząć poszukiwania, w jakim porządku księgi są ułożone, ani nawet, jaki tytuł mogą mieć te pozycje, których potrzebował.
Skierował się w prawą stronę i przeglądał wszystkie księgi po kolei - „Antropocentryzm”, „Antropologia, „Antropomorfizm”... To oznaczało, że zbiory są ułożone w kolejności alfabetycznej. Teraz bez problemu odnalazł księgi o medycynie, chorobach ludzkich i sposobach ich leczenia. Znał co prawda kilka z nich, bowiem ojciec nauczył go leczyć podstawowe dolegliwości, jednak teraz chciał mieć pewność, że w wyznaczonym czasie uda mu się przywrócić brata do zdrowia. Udał się do komnaty Imago z księgą pod pachą i ziołami w ręku – to miało uleczyć przynajmniej gorączkę i dreszcze. Cures przyrządził odpowiedni wywar i czekał aż brat się obudzi.
  • Jeszcze nie ucięli ci rąk – powiedział Imago z lekkim uśmiechem. Był bardzo słaby, jednak wciąż był w stanie zachować jasność umysłu. To dobrze prognozowało, pomyślał Cures, bowiem w takim razie trzeba było wyleczyć jedynie zainfekowany organizm.
  • Nie – odparł Cures, śmiejąc się. - Pozwolili mi nawet tymi rękoma wykonać lekarstwo dla ciebie – powiedział i podał mu malutkie naczynie z gorącym wywarem. - Pij.
  • Niedobre! - wykrzyknął Imago ze skrzywieniem.
  • Wybacz, jestem medykiem, nie kucharzem. Jak się czujesz?
  • Jest mi ciepło i sucho, więc prawie, jak w niebie!
  • Nie wygłupiaj się... - skarcił go Cures. Naprawdę martwił się o zdrowie brata. I o swoje życie. Imago chwycił go za rękę i powiedział ciepłym tonem, przypominającym głos ojca:
  • Wszystko będzie dobrze, obiecuję. Mamy coś do zrobienia na tym świecie, więc nasze życie nie może się skończyć tak szybko. Tata by nam nie wybaczył.
Imago pił wywar przez kolejne pięć dni, zażywał ciepłych kąpieli i porządnie się odżywiał. Wykonywał wszystko według polecenia brata, gdyż wiedział, że tylko on jest w stanie przywrócić mu zdrowie. Nie miał jednak pojęcia o układzie, jaki Cures zawarł z królem, ani też o jego konsekwencjach. Szóstego dnia wieczorem czuł się już znakomicie i chciał nawet udać się na spacer.
  • Pod żadnym pozorem nie wolno ci jeszcze opuszczać łóżka – powiedział nakazującym tonem Cures.
  • Dobrze, panie medyku – Imago przytaknął od razu, wiedział bowiem, że wszelkie kłótnie z bratem są z góry skazane na przegraną. - Ale za to ty zrób coś dla mnie. Idź odpocząć. Niedługo ja wyzdrowieję, a ciebie zmorze choroba!
  • Muszę być przy tobie, gdybyś czegoś potrzebował.
  • Niczego nie potrzebuję. Proszę, idź odpocząć, potrzebujesz tego.
  • Imago...
  • Nawet Pan Bóg siódmego dnia odpoczywał, więc ty też możesz! - wykrzyknął Imago ze śmiechem. Wreszcie udało mu się rozweselić także brata, który do tej pory miał wciąż zatroskaną minę.
  • Niech ci będzie – ugiął się Cures. Być może Imago miał rację i nic złego nie mogło się już stać. - Odpoczywaj i ja również będę odpoczywał. Miłego odpoczywania! - rzucił przy wyjściu i po raz pierwszy od dawna poczuł ulgę. Miał wrażenie, że wreszcie wszystkie problemy znikną i razem z bratem będą mogli prowadzić spokojne życie, uczyć się i zarabiać na swoje utrzymanie. Wciąż miał w głowie słowa Imago, które tak przypominały mu ulubione powiedzenie ojca - „wszystko będzie dobrze”. Cures wreszcie uwierzył, że naprawdę może tak być.
Gdy wszedł do komnaty i spostrzegł, że ma gościa. Przyjrzał się dokładniej i zauważył, że postać wyglądająca przez okno to byle kto, był to bowiem sam król.
  • Długo kazałeś na siebie czekać – powiedział władca dobrodusznie. Cures zmieszał się i słowa ugrzęzły mu w gardle. Król nie czekał na odpowiedź, tylko mówił dalej, jakby do siebie. - Zdaje się, że twój brat ma się już dużo lepiej. Gratuluję – tu zwrócił się wprost do Curesa. - Na początku zaproponowałem ci pozostanie na dworze jako medyk, pamiętasz? - chłopak pokiwał głową twierdząco. - Ta oferta oczywiście nadal obowiązuje, jednak chciałbym dać ci również inną opcję. Mówiłeś, że chcecie z bratem podróżować do innych krain, aby zdobywać wiedzę. Uważam, że jesteście niesamowicie odważni. Wiedza nie jest czymś, co dostaje się raz na całe życie. Trzeba ją pielęgnować i pogłębiać, a to nie jest takie proste, jak się niektórym ludziom wydaje. Czy jesteście gotowi na takie wyzwanie?
Cures długo stał w milczeniu, gdyż nie był w stanie uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszał. Zastanawiał się, która odpowiedź będzie prawidłowa i do czego go doprowadzi. Wspomniał zmarłego ojca i brata, który niemal oddał życie za ich marzenie. Zdecydował, że podejmie ryzyko i z pełną odpowiedzialnością i dumą odpowiedział:
  • Tak, panie. Jesteśmy na to gotowi. Ojciec ukazał nam, jaką siłą jest wiedza. Zostawił jednak miejsce na jej poszerzanie i my chcemy to miejsce zapełniać, póki jesteśmy młodzi. Istnieje pewien cytat, który darzę szczególnym uczuciem. Były to jedne z ostatnich słów ojca, później stały się naszym mottem, którym staramy się kierować w życiu: Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry...
  • ...podróżuj, śnij, odkrywaj – dokończył król, a w jego oczach pojawiły się łzy. - Jak się nazywa ojciec?
  • Scolaris, panie. Dlaczego pytasz?
  • Scolaris... to mój brat – powiedział król, podbiegając do oszołomionego Curesa. - Zawsze kochał wszystkie księgi, kochał się uczyć, poznawać odległe krainy i odmienne języki. Chciał wiedzieć wszystko o świecie. Był najstarszym synem, dlatego to on powinien był objąć tron. Nasz ojciec postawił jednak warunek – jeśli chcesz został królem, musisz zostawić bibliotekę i zająć się sprawami politycznymi i gospodarczymi. W przeciwnym razie nie ma tu dla ciebie miejsca. Zapewne się domyślasz, co wybrał. Ojciec nie pozwolił mu nawet zabrać ze sobą żadnych ksiąg, bo miał do niego ogromny żal. Scolaris miał jednak swoją dumę i nie zamierzał wyprzeć się własnych przekonań. Mówił, że władza i wiedza powinny iść ze sobą w parze, a nie się wykluczać. Ojciec nie chciał go słuchać, więc Scolaris wykrzyczał tylko, że jeszcze potrzeba wiedzy do niego wróci, i to ze zdwojoną siłą. Później zamieszkał na wsi. Na początku go odwiedzałem, przywiozłem mu nawet jego ulubione egzemplarze. Później ojciec zmarł i musiałem zająć się królestwem... Powiedz mi, jak on się ma?
  • Jak już wspominałem, panie, ojciec zmarł nagle przed naszym wyjazdem – król wyraźnie posmutniał i zamyślił się. Żałował, że nie nigdy więcej nie odwiedził brata i teraz nie będzie miał już ku temu okazji. - Ale mogę cię zapewnić, że był szczęśliwy.
  • Dziękuję, że tu przyjechaliście – powiedział król, nie kryjąc wzruszenia i uściskał Curesa. - Od dziś nie muszę się martwić o następcę tronu. Nie mam własnych dzieci, ale za to jakich bratanków!
Cures wciąż był niesamowicie zaskoczony tym, co się wydarzyło w ciągu ostatnich kilku dni. Próbował ułożyć sobie w głowie zdarzenia, jednak nic nie miało dla niego sensu. Bał się, że to tylko sen, który niedługo się skończy i znów znajdzie się w brudnych i zimnych lochach. Rozmyślając, zapadł w głęboki sen. Nazajutrz obudził go ogromny hałas. Na początku był przerażony, jednak później zrozumiał, że takie zamieszanie może robić tylko jego ukochany braciszek.
  • Śpiąca królewna wreszcie się obudziła! - krzyczał Imago, odsłaniając zasłony i otwierając okna. - Taki piękny dzień dzisiaj mamy, a ty śpisz!
  • A cóż takiego się stało? - zapytał nieco rozdrażniony Cures.
  • Ja jestem już w pełni zdrowy, a królewscy żołnierze wciąż nie poobcinali nam rąk ani żadnych innych części ciała. Nie uważasz, że to powody do radości?
  • Ten optymizm odziedziczyłeś zapewne po ojcu – w drzwiach niespodziewanie pojawił się król. Opowiedział w skrócie swoją wczorajszą rozmowę z Curesem, co wprawiło młodszego z braci w jeszcze większe osłupienie niż starszego dzień wcześniej. - Tak więc – ciągnął dalej władca – Mam dla was propozycję nie do odrzucenia. Wyruszycie w podróż, o której marzyliście, zwiedzicie rozmaite krainy i zdobędziecie tyle wiedzy, ile zdołacie. Mój ojciec nie miał racji próbując oddzielić naukę od władzy. Aby dobrze rządzić, trzeba mieć ogromną wiedzę. Jeśli będziecie ją mieli, będziecie nie tylko dobrymi władcami, ale przede wszystkim wartościowymi ludźmi. My trochę zatraciliśmy się w naszych rolach. Wszyscy uważają, że jestem jedynie królem, jednak tak naprawdę jestem Ordino – zwykły człowiek.
  • To wszystko... Jak zdołamy ci się odwdzięczyć? - zapytał zmartwiony Cures.
  • Wasze wiedza i umiejętności będą dla mnie największą zapłatą. A jeśli uda się wam ją spisać to skorzystają na tym także przyszłe pokolenia. Kiedyś, w przyszłości ludzie będą wdzięczni wam, że mieliście na tyle odwagi, aby zdobywać wiedzę, ale także mnie, ponieważ wam to umożliwiam. Ja jestem już stary, niewiele mogę i niewiele czasu mi zostało. Jedynym moim życzeniem jest, aby móc poznać wybranki waszych serc i dać błogosławieństwo waszym związkom.
  • Złoty! - Imago podbiegł do króla i ściskając go, wykrzykiwał. - Będą pisać peany na twoją cześć! Hymny! Pieśni pochwalne! Każdy człowiek w każdej krainie na świecie powinien znać twą mądrość!
  • Dobrze, już dobrze – śmiał się król. - Widzę, że stanowicie oryginalny duet – przyszły medyk i drugi Homer! - uściskał obu braci serdecznie i dodał: - A więc teraz, moich chłopcy, pamiętajcie: Za dwadzieścia lat bardziej będziecie żałował tego, czego nie zrobiliście, niż tego, co zrobiliście. Więc odwiążcie liny, opuśćcie bezpieczną przystań. Złapcie w żagle pomyślne wiatry. Podróżujcie, śnijcie, odkrywajcie...




Uff, pierwsze koty za płoty. 
Pozdrowienia! 
Edyta

Dzień dobry wieczór

Witajcie
Będę pisać krótko, żeby mi nie zabrakło odwagi na umieszczenie czegokolwiek na tym blogu. Powstał on z myślą o spełnieniu mojego marzenia, którym od zawsze było pisanie (i uwielbienie tłumów, hahaha, żartuję oczywiście). Nie wiem, czy to co powstaje ze współpracy z moją wyobraźnią i komputerem jest czegoś warte, ale myślę, że mimo wszystko warto spróbować.
Pomysł zrodził się już jakiś czas temu, ale dopiero dzisiaj wpadłam na pomysł, jak zrobić ze wszystkich moich myśli spójną całość. Pomógł mi w tym wykład na TEDzie (gorąco polecam tę stronę), gdzie pan Neil Pasricha opowiada, jak założył bloga, na którym opisał 100 niesamowitych wydarzeń/rzeczy ze swojego życia (https://www.ted.com/talks/neil_pasricha_the_3_a_s_of_awesomee). Oczywiście nie mam zamiaru kopiować pomysłu - to nigdy nie kończy się sukcesem - ale się nim zainspirować. Jakiś czas temu zaczęłam pisać bajki, a może właściwszym słowem jest, że zaczęłam je spisywać, ponieważ już od dawna gdzieś się tam po mojej głowie kręciły. I wreszcie nastąpił ten moment, że zebrałam się na odwagę i moje ręce opisało to, co widziała wyobraźnia. Czy ma to jakąkolwiek wartość artystyczną? Mam nadzieję, że wy mi powiecie (moja mama mówi, że tak, ale wszystkie mamy tak mówią ;-)). Natomiast motywem przewodnim będzie właśnie 100 wydarzeń/uczuć/cech/rzeczy, które są dla mnie ważne, wyjątkowe, szczególne. Być może niektóre z nich po prostu przyswoiłam i nigdy za to nie podziękowałam, bo nie wiedziałam komu. Być może jakieś dziecko znajdzie tu motywację albo inspirację. Jeśli wśród tych 100 bajek znajdzie się choć jedna taka, która wpłynie na czyjeś myślenie nie będę miała wątpliwości, że było warto.
Proszę, nie zniechęcajcie się długością. Piszcie, co mogłabym zmienić, pominąć lub dodać. Postaram się nie obrazić ;-)
Mam naprawdę ogromną nadzieję, że coś z tego wyjdzie.
Pozdrowienia!
Edyta