czwartek, 25 czerwca 2015

#004 Przyjaciel to największy skarb

Cześć i czołem
Dzisiaj typowa bajka o księżniczkach. Choć mam nadzieję, że nie aż tak typowa ;-)                   


                         W pewnym królestwie urodziły się dwie dziewczynki. Jedna z nich, Mila, była córką starego młynarza, a druga, Reja, samego króla. Dziewczynki wychowywały się w zdrowiu i szczęściu. Księżniczce niczego nie brakowało, natomiast rodzina Mili była bardzo biedna. Ojciec był coraz bardziej chory, dlatego sprzedawali coraz mniej mąki i nieraz chodzili spać głodni. Niedługo po 16. urodzinach Mili ojciec zmarł, dlatego dziewczyna zdecydowała się opuścić dom rodzinny i znaleźć pracę. Zostawiła matce wszystkie pieniądze, które zdołały oszczędzić i wyruszyła w świat, z nadzieją na znalezienie zatrudnienia. Całe szczęście młoda księżniczka dorastała i potrzebowała dodatkowej służby, dlatego Mila rozpoczęła pracę w zamku. Wykonywała swoje obowiązki ciężko i sumiennie, aby dogodzić swojej nowej pani. Niczego jej tam nie brakowało. Dostawała skromną zapłatę, którą odkładała, aby przekazać matce, gdyż co 15 dni mogła wrócić do domu na jeden dzień. Gdy wracała do swojej wioski, dzieci były bardzo ciekawe, jak wygląda życie w pałacu, dlatego Mila mówiła im o wszystkich wydarzeniach. Opowiadała im jak zamek wygląda od środka, co tam jedzą, jak spędzają czas, jak należy się zachowywać, a jak nie wolno. Zawsze na koniec opowieści kazała dzieciom obiecać, że nikomu nie powtórzą tego, co usłyszały. „To będzie nasz sekret” mówiła, a dzieci z przejęciem przytakiwały.
                      Tak mijały kolejne dni, tygodnie i miesiące. Pewnego dnia, gdy Mila wróciła do wioski, aby opowiedzieć dzieciom historie, jedno z nich zachorowało i nie mogło przyjść. Poszli więc do domu dziewczynki, aby i ona mogła posłuchać. Usłyszała to stara czarownica, która mieszkała w pobliskim lecie. Straciła wzrok, ale słuch miała znakomity. Chciała posłuchać więcej opowieści o wszystkim, co się dzieje w pałacu. Przez całe życie była wściekła, że nie mogła zobaczyć zamku ani jego mieszkańców. Przygotowywała więc magiczną miksturę, aby się zemścić i zniszczyć to, czego sama nie mogła zobaczyć. Potrzebowała tylko jednego składnika – wiedzieć, kogo księżniczka kocha najbardziej.
                    Tamtego dnia czarownica podsłuchała, że Mila przyjdzie znów za 15 dni, więc cierpliwie czekała. Ale Mila nie przyszła do domu dziewczynki, tylko opowiadała wszystko na głównym placu, tak jak zwykle. Gdy wiedźma się zorientowała było już za późno, dlatego musiała czekać kolejne 15 dni.
                     Tymczasem w pałacu zbliżały się 18. urodziny księżniczki, podczas których miały zostać ogłoszone jej zaręczyny z księciem Feliksem. W trakcie przygotowań obie dziewczyny coraz bardziej się do siebie zbliżały. Spędzały ze sobą dużo czasu i dzieliły niemal wszystkie sekrety. Pewnego dnia, gdy Reja była już gotowa do wyjścia na bal, Mila stanęła jej na drodze.
  • Księżniczko, nie możesz tak wyjść – powiedziała zdecydowanie, zastawiając jej drzwi.
  • To niedorzeczność! - odparła oburzona księżniczka. Mila nieugięcie stała w drzwiach.
  • Nie mogę ci na to pozwolić – uparcie, ale i z przerażeniem powiedziała Mila.
  • A to niby dlaczego? - odfuknęła Reja. Mila podała jej więc nieśmiało malutkie lusterko.
                     Księżniczka odkryła, że jej sukienkę szpeci ogromna plama z czekolady. Nie było już czasu na przebranie się, ale Mila znalazła sposób, aby ten drobny defekt pozostał niewidoczny. Przyszyła w jej miejsce piękną herbacianą różę i pozbyła się problemu. Teraz suknia wyglądała idealnie.
  • Dziękuję – powiedziała ze szczerą wdzięcznością księżniczka Reja i uśmiechnęła się tak pięknie, jak tylko ona potrafiła.
                       Księżniczka bardzo miło spędziła dzień. Dzięki drobnej pomocy Mili wyglądała i czuła się na balu perfekcyjnie. W tym czasie Mila przyglądała się królewskiemu życiu z okna swego małego pokoju. Tęskniła za domem, ale już za trzy dni miała wrócić, dlatego z radością odliczała kolejne godziny. Znienacka do jej pokoju wpadła księżniczka z okrzykiem radości:
  • Mam świetny pomysł! Zostaniesz moją druhną! Skoro nie mogę sobie wybrać męża, to wybiorę sobie chociaż druhnę. Nie chodzi o to, że nie ufam swoim rodzicom, wiem, że oni chcą mojego dobra i wiem, że dobrze wybrali, ale mimo wszystko... miło jest móc samemu sobie wybierać, choćby od czasu do czasu. Tak więc, przygotujemy wszystko, zaraz każę szyć dla ciebie najpiękniejszą suknię. Oczywiście drugą najpiękniejszą, zaraz po mojej – wyliczała wesoło – Dlaczego jesteś taka smutna?
  • Nie wiem, czy się nadaję... - odpowiedziała cichutko Mila.
  • Ależ oczywiście, że tak! Jesteś idealna. Jutro z samego rana zaczniemy wszelkie przygotowania. No, uśmiechnij się! Bycie druhną to nic strasznego! - śmiała się księżniczka.
  • Nigdy nią nie byłam...
  • W zasadzie ja też nie... - zamyśliła się Reja. - Ale to nic nie szkodzi. Razem jakoś sobie z tym poradzimy, nie musisz nic robić. Ja po prostu chciałabym, żebyś tam ze mną była – chwyciła Milę za ręce i uśmiechnęła się. Ta odwdzięczyła się tym samym, ale był to najsmutniejszy uśmiech, jaki można sobie wyobrazić. Reja od razu to zauważyła i zapytała: - Chyba jest coś jeszcze, co cię smuci, prawda?
  • Za trzy dni miałam wrócić do domu, ale w takim wypadku... – zaczęła Mila nieśmiało. - Mama będzie się bardzo niepokoić...
  • W takim razie jedź już jutro i wszystko jej opowiedz. Ja pojadę z tobą! Czy mogę?
  • Oczywiście – odparła Mila ocierając łzę z policzka. - Byłoby wspaniale.
                     Nazajutrz z samego rana wyruszyły do domu Mili. Po drodze rozmawiały radośnie o różnych sprawach, co niestety usłyszała stara wiedźma i podążyła za głosem dziewczyny.
                    Przyjaciółki odwiedziły matkę Mili, opowiedziały jej wszystko i zaprosiły na wesele. Gdy wychodziły, w drzwiach ukazała się stara wiedźma.
  • To tu się schowała ta skromna osóbka, która zna wszystkie sekrety naszej pięknej księżniczki! - krzyknęła czarownica swoim zachrypiałem głosem.
  • Jak to?! - oburzyła się księżniczka. Już chciała powiedzieć, że przecież to ona jest księżniczką, ale Mila była szybsza. Od razu rozpoznała starą wiedźmę, o której mówiło się w wiosce. Wiedziała, czego chce czarownica, ale wiedziała też, że straciła wzrok i nie wie, że tuż przed nią stoi księżniczka. Mila postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i powiedziała z dumą w głosie:
  • Tak, to ja.
  • Wspaniale! - wykrzyknęła czarownica, wyraźnie zadowolona, że wreszcie znalazła brakujący element. - Tyle dni poszukiwań nie poszło na marne!
  • Czego ode mnie chcesz? - zapytała poważnie Mila.
  • Opowiedz mi, co tam się dzieje – odpowiedziała czarownica, zbliżając się do dziewczyny. = Opowiedz mi o wszystkich sekretach naszej małej królewny.
    Mila z trudem opanowała panikę i odpowiedziała, siląc się na lekceważący ton:
  • A co ja będę z tego miała?
  • Dostaniesz tyle złota, ile będziesz w stanie udźwignąć – odparła czarownica.
  • W takim razie chodźmy stąd, w miejsce, gdzie nikt nas nie usłyszy i wszystko ci opowiem – powiedziała Mila, odwracając się plecami do księżniczki .
  • Miło się z tobą robi interesy, kochanieńka – zachrypiała czarownica i wyszły.
                       Księżniczka Reja przyglądała się całej scenie w milczeniu. Jej twarz z minuty na minutę stawała się coraz bardziej czerwona ze złości. Mama Mili próbowała jej cokolwiek wytłumaczyć, choć sama nie wiedziała, co i dlaczego się wydarzyło. Czuła jednak, że jej córka nie zrobiła tego dla siebie, ale dla dobra księżniczki. Reja nie chciała jednak słuchać żadnych wyjaśnień. Bez pożegnania wsiadła na konia i wróciła do pałacu. Cały kolejny dzień przepłakała. Była zawiedziona, rozczarowana i zraniona. Nie mogła wierzyć, że obdarzyła zaufaniem kogoś, kto potrafił tak to wykorzystać. Czas płynął jednak nieubłaganie i zaręczyny zbliżały się wielkimi krokami. Aby zapomnieć o tym przykrym incydencie, księżniczka rzuciła się w wir przygotowań.
                       Tymczasem Mila zamieszkała w domu starej czarownicy. Codziennie opowiadała po trochu z życia w zamku królewskim. Wiedźma za każdym razem chciała usłyszeć więcej, ale Mila zawsze kończyła w najbardziej interesującym momencie. „To dlatego, że chcę wzbudzić twoją ciekawość, najlepsze momenty zostawiam na koniec” mówiła zawsze dziewczyna. Ale tak naprawdę Mila dawała sobie czas na znalezienie ucieczki. Nie chciała zdradzać żadnych sekretów z życia księżniczki, ale wiedźma stawała się coraz bardziej niecierpliwa. Zadawała konkretne pytania, na które Mila nie chciała odpowiadać. Pewnego dnia wreszcie czarownica wyszła z propozycją:
  • Powiedz mi, kogo księżniczka kocha najbardziej, a będziesz mogła wrócić do domu – powiedziała swoim przerażającym, chrypliwym głosem. Na to pytanie Mila nie znała odpowiedzi.
  • Nie wiem – odparła cicho.
  • Kłamiesz!
  • Ja naprawdę nie wiem! - zarzekała się Mila.
  • W takim razie będziesz tu siedzieć dopóki nie wróci ci rozum – wykrzyczała czarownica i zamknęła dziewczynę w ciemnej piwnicy.
                          Mila straciła wszelką nadzieję, że kiedykolwiek wróci do domu. Płakała tak głośno, że usłyszały ją dzieci z wioski. Od razu rozpoznały jej głos i postanowiły poszukać pomocy.
                      W zamku nadszedł dzień urodzin księżniczki i jej zaręczyn z księciem Feliksem. Uroczystość była pięknie przygotowana. Mieszkańcy wszystkich okolicznych wiosek zjechali się, aby zobaczyć narzeczonych i podarować im prezent. Dzieci z wioski przyniosły piękny bukiet herbacianych róż i księżniczka od razu przypomniała sobie o utraconej przyjaciółce. Podziękowała ze smutkiem w głosie, ale dzieci nie chciały odejść. W końcu jedno z nich odważyło się poprosić o pomoc. Po balu opowiedziały księżniczce o wszystkim, co się wydarzyło i o starej wiedźmie, o której mówiło się w całej wiosce i poprosiły, aby uratowała Milę z rąk tej czarownicy. Reja zrozumiała bardzo się pomyliła co do swojej przyjaciółki, więc od razu ruszyła w drogę. Biegła przez las, prowadzona głosem płaczącej Mili. Zatrzymała się na chwilę, aby złapać oddech, gdy nagle usłyszała hałas. Przestraszyła się nie na żarty, gdy po chwili zza drzewa wyłoniła się wysoka postać z mieczem wycelowanym w jej stronę.
  • Reja?
  • Feliks?! Co ty tu robisz? - zapytała z ulgą księżniczka.
  • To raczej ja powinienem zapytać, co księżniczka robi sama w lesie w środku nocy – odpowiedział książę, chowając miecz.
  • Ja... muszę coś naprawić. Ale muszę to zrobić sama, wracaj do zamku – powiedziała Reja, siląc się na pewność w głosie.
  • Nie ma mowy. Któż by się potem ze mną ożenił, jeśli bym pozwolił, żeby coś ci się stało? - odparł z uśmiechem i chwycił ją za rękę. Nic nie odpowiedziała, ale w głębi duszy była szczęśliwa, że nie musi iść do domu wiedźmy sama.
  • Słyszysz ten dźwięk? - zapytała po chwili Reja.
  • Jaki dźwięk?
  • Płacz – odparła Reja, ale książę pokręcił przecząco głową. Szli dalej w milczeniu, ale dziewczyna coraz głośniej słyszała płacz przyjaciółki. Wreszcie stanęliśmy przed małym domkiem. Z komina unosił się złowieszczy czarny dym.
  • Jesteśmy na miejscu. Poczekaj tu, muszę to zrobić sama.
  • Dobrze wiesz, że ci nie pozwolę – odpowiedział książę stanowczo i poszedł pierwszy, cały czas trzymając rękę Rei.
                  Księżniczka próbowała opanować strach i udawać odważną, ale w głębi duszy była przerażona. Po pierwsze starą wiedźmą, którą zaraz miała spotkać; po drugie tym, czy z Milą wszystko w porządku; i wreszcie po trzecie, czy przyjaciółka jej wybaczy. Ścisnęła rękę Feliksa i zapukała do drzwi starej chaty. Gdy drzwi się otworzyły i ukazała się w nich stara czarownica, serce zaczęło jej bić coraz szybciej.
  • Witam gości, z kim mam przyjemność? - zapytała wiedźma i utopiła w nich swoje wielkie, puste oczy.
  • Ja jestem księżniczka Reja. Powiem ci wszystko, co chcesz wiedzieć, ale wypuść Milę – powiedziała jednym tchem.
  • A on? - zapytała wiedźma po chwili zastanowienia.
  • To książę Feliks. Nie przejmuj się nim, on tylko pomógł mi tu trafić. Powiedz mi, co chcesz wiedzieć – księżniczka mówiła tak pewnie, jak tylko potrafiła w tym momencie. Z dużym wysiłkiem próbowała ukryć strach.
  • Wejdźcie do środka gołąbeczki, nie będziemy przecież rozmawiać w drzwiach – powiedziała wiedźma i otworzyła szeroko drzwi.
                    Reja i Feliks ostrożnie weszli do wnętrza chaty. Była zbudowana z drewna, a na środku stał ogromny kocioł, z którego unosił się czarny dym. Poza nim nie było tam absolutnie nic więcej.
  • Gdzie jest Mila?! - wykrzyknęła zdecydowanie Reja.
  • Spokojnie, kochanieńka, po co te nerwy? Wszystko w swoim czasie – mówiła swoim chropowatym głosem wiedźma.
  • Nie. Najpierw chcę ją zobaczyć. Muszę wiedzieć, że wszystko z nią w porządku, inaczej nic ci nie powiem.
                     Czarownica była wściekła, ale z grymasem na ustach przyprowadziła Milę. Dziewczyna miała oczy czerwone od płaczu, ale nie było w nich już łez. Była wychudzona, a jej zmizerniała twarz w niczym nie przypominała tej radosnej buzi sprzed kilkunastu dni. Reja miała wyrzuty sumienia. Była gotowa odpowiedzieć na każde pytanie czarownicy, dać jej wszystko, czego chce, byle tylko uratować przyjaciółkę.
  • Co chcesz wiedzieć? - zapytała stanowczo.
  • Powiedz mi, kochanieńka... Kogo kochasz najbardziej na świecie? - zbliżyła się do księżniczki. Feliks odruchowo wyciągnął miecz w stronę czarownicy, chcąc chronić Reję, ale ta delikatnie go odsunęła.
  • Po co ci to wiedzieć? - zapytała Reja.
  • Powiedzmy, że... jestem bardzo ciekawa, co się kryje w królewskim serduszku.
  • Nie mów jej nic, ona chce zniszczyć was i wasze szczęście – powiedziała z wielkim wysiłkiem Mila.
  • Cicho bądź! - odkrzyknęła czarownica i zwróciła się do księżniczki: - Odpowiedz.
  • Najbardziej na świecie kocham moich rodziców – odpowiedziała Reja. Wiedźma uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę. Nic się jednak nie wydarzyło, więc czarownica wpadła w furię.
  • Kłamiesz! - krzyczała, a czarny dym buchał na wszystkie strony. - To nie ich kochasz najbardziej! Ani też tego chłoptasia z mieczem, który myśli, że cię obroni. Mnie nie oszukasz! Masz jeszcze jedną szansę, inaczej wszyscy zginiecie!
                     Reja była przerażona. W chacie zaczynało brakować powietrza i ledwo mogła oddychać. Wreszcie dostrzegła w rogu skuloną Milę, która nie miała już nawet siły kaszleć.
  • Najbardziej na świecie – zaczęła Reja z dumą i pewnością siebie – kocham moją najlepszą przyjaciółkę, Milę.
                          Wtedy z ust księżniczki wypłynęło światełko i wpadło wprost do kotła. Wiedźma była uradowana. Mieszała ogromną łyżką substancję w kotle i recytowała jakieś zaklęcie. Dym był tak gęsty, że Reja nie potrafiła odnaleźć Mili. W pewnym momencie płyn zaczął bulgotać i powoli wypływał z kotła.
  • Nie! Nie! Jeszcze nie! Nie tak! Aghrrr! - krzyczała czarownica. Płyn pochłonął jej ciało i zniknęła na zawsze. Już nigdy nie mogła zagrozić niczyjemu szczęściu.
                        Reja uściskała ledwo żywą Milę, na zmianę przepraszając ją i ciesząc się, że żyje. Dziewczyna była bardzo słaba, ale w zamku szybko wracały jej siły. Gdy do ślubu zostały już tylko dwa dni, Reja zdobyła się na odwagę zapytać Mili, czy zostanie jej druhną.
  • To będzie dla mnie zaszczyt – odpowiedziała z uśmiechem Mila. - Ale powiedz mi... dlaczego powiedziałaś, że to mnie kochasz najbardziej? A twoi rodzice, Feliks? Cóż ja znaczę w porównaniu do nich...
Reja złapała Milę za ręce i odpowiedziała:
  • Tak mi podyktowało serce. Rodzice to rodzice, nigdy ich nie zapomnę i zawszę będę ich kochać. Oni są moją rodziną. Ale ty jesteś kimś wyjątkowym. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, a przyjaciel to najukochańszy skarb na świecie – mówiła Reja, patrząc Mili prosto w oczy. Gdy do komnaty wszedł Feliks, dodała: - A ten pan musi jeszcze trochę zapracować na moją miłość – uśmiechnęła się szczerze.
                         Odtąd przyjaciółki żyły na zawsze w zgodzie i szczęściu. Na ślub Rei i Feliksa zaproszeni zostali mieszkańcy wszystkich okolicznych wiosek, łącznie z mamą Mili. Przybyły oczywiście także dzieci, które wreszcie mogły zobaczyć od środka pałac, który do tej pory znały tylko z opowiadań. Było to najpiękniejsze wesele, jakie widzieliście i jakie możecie sobie wyobrazić.


Pozdrowienia :)

niedziela, 21 czerwca 2015

#003 Efirejka

Cześć
Wracam z nową nazwą (poprzednia za bardzo kojarzyła mi się z maturą, która nie poszła mi tak dobrze, jak bym chciała) i nowymi pomysłami. Jestem teraz w Hiszpanii. Zmiana otoczenia, nowi ludzie, klimat i historie sprawiły, że mam w głowie mnóstwo myśli, którymi chcę się podzielić. Czy mają one jakąś większą wartość? Przekonam się za jakiś czas. Póki co, muszę gdzieś to wszystko spisywać, żeby żyć w zgodzie z własną wyobraźnią.

Dzisiaj wstawiam bajkę, którą wysłałam na konkurs "Złote Piórko" organizowany przez Biedronkę. Mam nadzieję, że się spodoba.


                    W Krainie Wróżek nigdy nie było czasu na nudę. Małe wróżki uczęszczały do szkoły dla wróżek, gdzie zawsze panowała surowa dyscyplina. Zajęcia były bardzo ważne, ponieważ przygotowywały do opieki nad małymi dziećmi żyjącymi w świecie ludzi. Dlatego właśnie wszystkie małe wróżki pilnie się uczyły, aby w przyszłości dobrze wypełniać swoje obowiązki.
  • Witajcie, drogie dzieci – powiedziała Wróżka Przełożona na pierwszych zajęciach w szkole dla wróżek. Była to najstarsza i najbardziej doświadczona z wróżek. Miała bystre zielone oczy, które zdawały się widzieć wszystko, co działo się w klasie. Jej ciemne, kręcone włosy spięte były zawsze w elegancki kok, podkreślony dużą spinką. Nosiła szmaragdową sukienkę, przewiązaną w pasie ciemnozieloną wstążką. Unosiła się lekko na swoich dużych, błyszczących skrzydłach, które mieniły się w słońcu odcieniami mięty i malachitu.
  • Dzień dobry pani – wyrecytowały chórem wszystkie małe wróżki. Nie miały one jeszcze skrzydeł, bowiem nie były jeszcze gotowe pomagać ludziom. Tego właśnie miała ich nauczyć Wróżka Przełożona.
  • Bardzo się cieszę, że was tutaj widzę – mówiła aksamitnym głosem. - Przed wami dużo ciężkiej pracy, zanim będziecie mogły sfrunąć na Ziemię i pomagać małym dzieciom dokonywać dobrych wyborów. Póki co, powinnyście się pilnie uczyć, aby umieć rozróżnić dobro od zła.
  • A kiedy wyrosną nam skrzydła? - wykrzyknęła zaciekawiona wróżka, ubrana w pomarańczową sukienkę i lśniące koraliki.
  • Jak masz na imię, moja droga?
  • Efirejka – odparła zmieszana wróżka.
  • W takim razie, droga Efirejko, musisz wiedzieć, że to nie czas ani miejsce na takie pytania. Jeśli chcesz coś powiedzieć, należy podnieść rękę do góry i poczekać, aż oddam ci głos – mówiła nauczycielskim tonem Wróżka Przełożona. W zaciekawionych oczach małej wróżki dostrzegła rozczarowanie, dlatego po chwili dodała: - Dziś jest pierwszy dzień waszej nauki, więc miałaś prawo nie wiedzieć – uśmiechnęła się ciepło, aby dodać dziecku otuchy – Jeśli będziecie się dobrze sprawować, otrzymacie skrzydła po zakończonej edukacji. Ale pamiętajcie, że musicie być bardzo uważne i sumienne, bo zadanie, które w przyszłości otrzymacie wymaga dużej odpowiedzialności. A teraz idźcie do domów, bo od jutra czeka was ciężka praca!
                     Wśród rozmów i śmiechów małe wróżki rozeszły się do swoich pokoików. Wszystkie mieszkały w Akademii dla Wróżek, gdzie miały się wykształcić na odpowiedzialne Dobre Wróżki, które dzieci znają z bajek o księżniczkach i królewiczach. Nie zdają sobie one jednak sprawy, że bycie Dobrą Wróżką wcale nie jest takie proste i wszystkie małe wróżki chcą nimi zostać, lecz nie każdej się to udaje. Dobra Wróżka musi bezbłędnie odróżniać dobro od zła, miłą zabawę od nieodpowiedniej rozrywki, ciekawą przygodę od niebezpiecznych wojaży. Oczywiście nie każda z wróżek otrzymuje magiczną moc – dostają ją tylko wzorowe uczennice i to po wielu latach nauki. Magiczna moc w nieodpowiednich rękach byłaby czymś bardzo niebezpiecznym! Może wam się to wydać zabawne, ale Dobre Wróżki przechodzą egzamin z magii, aby otrzymać magicznążdżkę.
                     Nie o tym mieliśmy jednak opowiadać, a o wydarzeniach ze szkoły dla wróżek, bowiem pewnego dnia miała tam miejsce sprawa niecodzienna.
                    Przez kolejne dni wszystkie małe uczennice studiowały bardzo pilnie zasady panujące w ludzkim świecie. Wróżka Przełożona kilkakrotnie podkreślała co małym dzieciom robić wolno, a na co pod żadnym pozorem pozwalać nie można.
  • Trzeba pilnować, aby małe dzieci nie wpadały na żadne szalone pomysły. Jeśli raz coś im zaświta w głowie to zrobią wszystko, aby ten pomysł zrealizować – mówiła głośno i wyraźnie Wróżka Przełożona, aby jej podopieczne zapamiętały tę zasadę na zawsze. - Panno Amejko! - zagrzmiała, gdy zobaczyła, że jedna z wróżek zasnęła na swojej ławce. - Przenigdy nie można pozwolić, aby dziecko spało na lekcji!
                    Wróżka Amejka zerwała się na równe nogi i zaczęła poprawiać włosy, które niezgrabnie układały się jej na twarzy, zasłaniając niemal cały widok.
  • Ale ja nie chciałam! - próbowała się wytłumaczyć, jednak było już za późno. Wróżka Przełożona zdenerwowała się nie na żarty i nawet nie chciała słuchać żadnych usprawiedliwień.
  • Zostaniesz w klasie po zajęciach – powiedziała oschle, a wszystkie małe wróżki poczuły, jak dreszcz przebiega im po plecach. Żadna z nich nie chciała być teraz na miejscu Amejki, ale wszystkie szczerze współczuły koleżance. Prawdę mówiąc, wszystkie miały ochotę zasnąć i z trudem walczyły z zamykającymi się powiekami, ale od tego momentu na każdej lekcji bały się choćby mrugnąć.
               Kara dla Amejki nie była jednak tak sroga, jak możecie sobie wyobrażać. Wróżka Przełożona wymaga od swoich uczennic dyscypliny i skupienia, ale nigdy nie miała zamiaru być dla żadnej z nich okrutna. Poleciła Amejce uporządkować książki, ławki i tablicę, jeszcze raz przypomniała, jak należy się zachowywać na lekcji i odesłała wystraszoną wróżkę do swojego pokoju. Jednocześnie mogła być pewna, że każda z jej podopiecznych będzie od teraz uważać na zajęciach.
              Istotnie tak właśnie było. Uczennice chłonęły wiedzę, z ogromną niecierpliwością wyczekując kolejnych lekcji. Bystre oczy Efirejki zapamiętywały każdy obrazek pokazywany przez Wróżkę Przełożoną. Karajka i Marejka swymi błyszczącymi długopisami zapisywały każde zasłyszane na zajęciach zdanie. Amejka rysowała wymyślne obrazki, aby utrwalić sobie powtarzane zasady. Jak widzicie, każda z wróżek miała swój własny sposób na notatki. Wróżka Przełożona pozostawiała im tę dowolność, pilnowała jednak, aby znalazło się w nich wszystko to, co najistotniejsze.
                   Tak upływała edukacja w szkole dla wróżek przez długie tygodnie. Małe uczennice były już nieco znużone nauką i z utęsknieniem czekały, aż wreszcie otrzymają skrzydła i będą mogły pofrunąć do krainy ludzi. Każda z wróżek po cichu marzyła, że najlepiej zda końcowe egzaminy i już wkrótce będzie miała szansę ubiegać się o magicznążdżkę.
                Pewnego dnia Wróżka Przełożona przygotowała dla swoich podopiecznych wyjątkową lekcję. Zabrała je do miejsca, które było owiane niezwykłą tajemnicą. Żadnej z młodych wróżek nie wolno było się tam udać, dlatego tym większą ciekawość ono wzbudzało. Chmura widokowa, bo o niej mowa, była miejscem istotnie wyjątkowym. To właśnie stąd rozciągał się niesamowity widok na całą Ziemię. Z łatwością można było dostrzec starszego pana strzygącego żywopłot, młodą panią z zakupami i dzieci bawiące się w piaskownicy.
                  To właśnie chciała Wróżka Przełożona pokazać swoim podopiecznym, gdyż wierzyła, że każda z nich zapracowała na ten doniosły moment wytrwałą nauką.
  • Jestem z was bardzo dumna, moje drogie wróżki – powiedziała spokojnie Wróżka Przełożona i popatrzyła z uznaniem na wszystkie swoje podopieczne. - Ciężko pracowałyście przez ostatnie tygodnie i należy się wam nagroda. Dlatego właśnie przygotowałam dla was niespodziankę. Spójrzcie.
                  Wtem małym, zaciekawionym oczkom ukazał się piękny obraz. Była to planeta co najmniej cudowna – pełna istot ludzkich i zwierząt, drobnych kwiatów i wiekowych drzew, nieprzeniknionych oceanów i rwących rzek, dzikich dżungli i radosnych sadów, piaszczystych plaż i dumnych gór.
  • Oto planeta Ziemia – dodała uroczyście Wróżka Przełożona. - Mam nadzieję, że już niedługo dostaniecie szansę, aby uczynić ją jeszcze lepszą.
                       Małe wróżki były zachwycone. Nie potrafiły się zdecydować, co bardziej pochłania ich uwagę i przyciąga wzrok. Oczami wyobraźni każda z nich widziała już siebie pomagającą małym dzieciom w dokonywaniu ich pierwszych życiowych wyborów.
Słońce chyliło się już ku zachodowi, więc nastała pora, aby wracać do domu. Wizyta na chmurze widokowej znacznie się wydłużyła, ale i tak nie była wystarczająco długa, aby wróżki mogły dostrzec całej piękno tajemniczej planety. W głębi duszy już pragnęły się tam znaleźć, już chciały kąpać się w morzu, wygrzewać na słońcu albo wspinać po górach. Te fantazje należało jednak czym prędzej odłożyć na bok, bowiem wielkimi krokami zbliżały się egzaminy końcowe i Wróżka Przełożona bardzo dbała, aby jej podopieczne nie zaprzątały sobie głowy sprawami niepotrzebnymi.
                  Dzień przed testem, pierwszym w takim krótkim życiu małej wróżki, wszystkie uczennice były bardzo zestresowane. Niektóre po raz setny powtarzały najważniejsze regułki, inne opowiadały sobie nawzajem zabawne historie, a jeszcze inne spacerowały w ciszy. Nie wszystkie jednak potrafiły w spokoju doczekać kolejnego dnia. Efirejka wpadła na pomysł, który, jak sięźniej przekonacie, okazał się tragiczny w skutkach.
  • Amejko, Amejko, śpisz? - wołała, szturchając najlepszą koleżankę.
  • Nie, tak sobie tylko leżę i myślę. Co się stało? - odparła Amejka, wyciągnięta z głębokiej zadumy.
  • Nie możemy tak tu siedzieć, ja już nie wytrzymam – gorączkowała się Efirejka.
  • Co masz na myśli? - zapytała zaciekawiona Amejka.
  • Chodźmy ją zobaczyć, jeszcze tylko jeden raz – odpowiedziała szeptem Efirejka.
  • Co zobaczyć?
  • Ziemię! Proszę, proszę, chodźmy ją zobaczyć, tylko na chwilkę! - prosiła Efirejka.
  • Nie możemy tam iść! Dobrze wiesz, że Wróżka Przełożona nie pozwala – odparła z powagą Amejka. - A poza tym – dodała – tam jest niebezpiecznie. - Amejka miała nadzieję, że tymi słowami odwiedzie przyjaciółkę od tego szalonego pomysłu. Niestety, nie mogła się bardziej pomylić. W oczach małej wróżki zaświeciła wizja wielkiej przygody i oczywistym było, że tylko ją to zachęciło. Jak postanowiła, tak też zrobiła. Wybiegła prędko z pokoiku. Amejka krzyczała jeszcze za koleżanką, ale ta skupiona była wyłącznie na swoim celu. - Na pewno da sobie radę i wróci cała i zdrowa – myślała w duchu przerażona Amejka. - Tam wcale nie jest tak niebezpiecznie, chciałam ją tylko nastraszyć. Na pewno przybiegnie do mnie niedługo i opowie, jak było – próbowała się pocieszać, ale czuła, że może zdarzyć się coś naprawdę niedobrego.
                      Efirejka była bardzo podekscytowana swoim pomysłem. Biegła, ile sił w nogach, aby móc spędzić na chmurze widokowej jak najwięcej czasu. Kiedy wreszcie dotarła na miejsce, z trudem łapała oddech, ale tak bardzo chciała zobaczyć Ziemię jeszcze raz, że szybko się uspokoiła, wskoczyła na najwyższe schodki i wyjrzała przez barierkę.
  • Tam jest tak pięknie! - zachwycała się widokiem. Patrzyła to w prawo, to w lewo, to znów w prawo, zauważając coraz to ciekawsze wydarzenia. - Już nie mogę się doczekać, aż sama będę tam na dole – wzdychała w duchu.
                     Tak się rozmarzyła, że nawet nie zauważyła, kiedy zrobiło się bardzo późno. Zerwała się na równe nogi i zaczęła zbiegać po schodkach tak szybko, że straciła równowagę. Mimo usilnych starań i akrobacji nie była w stanie wrócić do pionu i czuła, jak grunt usuwa się jej spod nóg. Z desperacją chwyciła jeszcze rękami ostatni stopień, ale jej wątłe ramionka nie były w stanie utrzymać jej zbyt długo i powoli zaczęła spadać. Z coraz większą prędkością zbliżała się do Ziemi. Minęła setki ptaków, kilka wysokich drzew, aż wreszcie z niemałym hukiem wpadła w dziwne pudełko. Znalazła się wśród książek i zeszytów, większych nawet od niej samej. Co gorsza, chwilęźniej pudełko się zamknęło i biedna wróżka straciła nadzieję na jakikolwiek ratunek.
                    Tak oto zrozpaczona Efirejka spędziła kilka absolutnie przerażających chwil. Pudełko trzęsło się niemiłosiernie, a każda sekunda w otoczeniu tych gigantycznych książek wydała się małej wróżce wiecznością. Wreszcie turbulencje ustały, pudełko zostało otwarte i do wnętrza zajrzała uśmiechnięta buzia małej dziewczynki. Powoli wyciągnięte zostały wszystkie książki, następnie przyszła pora na zeszyty, a jako ostatni na zewnątrz powędrował piórnik. Efirejka została zupełnie sama. Przytulała się do ścian pudełka, aby pozostać niezauważoną, ale bystre oczy dziecka dostrzegły błyszczącego gościa.
  • A cóż to jest? - krzyknęła z ciekawością dziewczynka.
  • Ja... jestem małą wróżką – powiedziała cichutko Efirejka. - Proszę, nie rób mi krzywdy.
  • Wróżką! Niesamowite! Wiedziałam, że to prawda, że wróżki naprawdę istnieją! - krzyczało dziecko i po chwili pospiesznie dodało: - Nigdy nie mogłabym cię skrzywdzić, jesteś najprawdziwszą wróżką! - dziewczynka była w tym momencie najszczęśliwszym stworzeniem na świecie. Jak każde małe dziecko wierzyła we wróżki, ale była już na tyle mądra, że wiedziała, że nie każdy może je spotkać. - Ale powiedz mi, co robisz w moim plecaku? - zapytała, gdy chwilę odetchnęła.
  • Ja... ja spadłam z nieba – odparła już troszkę mniej przerażona, ale wciąż onieśmielona wróżka. Dziewczynka włożyła swoją dłoń w głąb plecaka, aby jej nowa przyjaciółka mogła się wydostać. Posadziła na łóżku małego gościa i powiedziała dostojnie, przypominając sobie zasady dobrego wychowania.: - Mam na imię Edytka, a ty?
  • Jestem Efirejka – odparła wróżka i podała swoją drobniutką rączkę na znak przywitania. Edytka zmieszała się, ale po chwili podała mały paluszek. Wtedy obie zaśmiały się szczerze i obiecały sobie, że od tej pory zostaną przyjaciółkami i wszędzie będą chodzić razem.
  • Będziesz musiała chodzić ze mną do szkoły, a tam jest strasznie nudno. Jeśli chcesz, możesz zostać w domu, ale nikogo tu wtedy nie ma – analizowała rezolutnie Edytka.
  • Chętnie pójdę do szkoły. Ja bardzo lubię szkołę, uczyłam się tam wielu ciekawych rzeczy – odparła Efirejka.
  • Naprawdę? - Edytka była wyraźnie zaciekawiona. - Czy w niebie jest szkoła dla wróżek?
  • Oczywiście, że jest – odpowiedziała lekko oburzona Efirejka. - Musimy się nauczyć, co małym dzieciom wolno, a czego nie, co jest dobre, a co złe. Tam sprawy wyglądają inaczej niż tutaj. A my jesteśmy po to, żeby ludzie czynili tylko dobro – Efirejka wzięła głęboki oddech i już chciała się zwierzyć, że tak naprawdę jeszcze szkoły nie skończyła, gdy wtem usłyszała kobiecy głos dochodzący z innego pokoju.
  • To mama, czas już na obiad – zawołała Edytka. Efirejka wskoczyła na jej ramię i tak zaczęła się ich wspólna przygoda.
                         Następnego dnia wcześnie wstały i starannie wyszykowały się do szkoły. Efirejka była bezpieczna na wygodnym ramieniu Edytki, gdyż była tak malutka, że nikt nie mógł jej zauważyć. Było to też miejsce bardzo dogodne, aby móc szeptać do ucha dziewczynki tak, by nikt jej nie usłyszał.
                            Edytka dumnie weszła do szkoły, nikomu nie zdradzając swojej tajemnicy. Od kilku dni uczęszczała do pierwszej klasy szkoły podstawowej, ale nie była jedną z tych dziewczynek, które boją się szkoły, co to to nie! Bardzo lubiła przebywać wśród dzieci, lubiła się z nimi bawić i opowiadać im ciekawe historie, których setki tworzyły się w jej główce. Jak na pierwszoklasistkę potrafiła już dobrze czytać i pisać, dlatego na lekcjach często się nudziła i rysowała śmieszne obrazki, zamiast uważać na to, co mówi pani nauczycielka.
                          Tego dnia Edytka nie miała najmniejszej ochoty słuchać, jak jej koledzy męczą się z sylabami albo próbują pisać kształtne literki. Dziewczynka szybciutko nakreśliła cały rządek idealnych „A” i tylko do tego mogła się tego dnia zmobilizować. Po chwili, wciąż trzymając ołówek w dłoni, zaczęła marzyć o wioskach pełnych błyszczących wróżek. Wyobrażała sobie ich malutkie domki, w których czytały malutkie książki o ludzkich obyczajach. Właśnie zastanawiała się, czy w świecie wróżek używa się takich samych literek jak w świecie ludzi, gdy usłyszała, jak Efirejka nie szepcze, a wręcz krzyczy do jej uszka. Szybko podniosła wzrok i ujrzała nad sobą zagniewaną twarz pani nauczycielki.
  • Czy już skończyłaś, Edytko? - zapytała stanowczo wysoka pani Borowska. Miała błękitne, chłodne oczy, które zmroziłyby nawet najbardziej radosne serduszko. - Czyżbyś nie znała alfabetu? - patrzyła wymownie na zeszyt, w którym „A” pierwszą i ostatnią napisaną literką.
  • Nie, proszę pani. Znam dobrze alfabet, tylko zrobiłam sobie przerwę – odpowiedziała rezolutnie Edytka. Pani Borowska widziała, że pisanie nie sprawia dziewczynce problemu, nie życzyła sobie jednak lenistwa na swoich zajęciach.
  • W takim razie proszę szybko dokończyć ćwiczenie. Cała reszta – tu zwróciła się do pozostałych uczniów – przechodzimy do następnego zadania. A ty, moja droga – popatrzyła znów na Edytkę – musisz nas dogonić. I mam nadzieję, że to był ostatni raz.
  • Oczywiście, proszę pani. Bardzo przepraszam – odpowiedziała posłusznie i szybko wróciła do zadania.
                        Efirejka słuchała cierpliwie całej rozmowy. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego pani nauczycielka upomniała Edytkę. „Przecież nie robiła nic złego”, myślała sobie w duchu, „a poza tym ona już to wszystko potrafi”. Na tych rozmyślaniach upłynęły małej wróżce trzy kolejne lekcje. Podczas gdy Efirejka analizowała po kolei słowa pani Borowskiej, Edytka sumiennie rysowała literki, później cyferki, a następnie wzorowo przeczytała opowiadanie o Tadziu i jego kotkach.
Ostatnia lekcja tego dnia odbywała się na szkolnym boisku. Piękne, wrześniowe słońce przyjemnie ogrzewało zmęczonych pierwszoklasistów. Chłopcy grali w piłkę, część dziewczynek grała w gumę, a pozostałe bawiły się w piaskownicy. Pani Borowska stała tak, aby móc kontrolować całe rozbiegane towarzystwo.
                          Edytka, Ania i Marysia formowały zamki z piasku. Wszystkie trzy były już gotowe, mogły więc rozpocząć opowiadania o uwięzionych w nich księżniczkach i książętach, jadących im na ratunek. Efirejka podpowiadała Edytce cichutko historie usłyszane jeszcze w krainie wróżek, aby jej opowiadanie było najciekawsze i zadziwiło koleżanki. Już miała zacząć mówić, gdy za plecami usłyszała nieśmiały głosik:
  • Czy mogę się z wami pobawić?
                          Ania i Marysia z uśmiechem pokiwały twierdząco głowami i już odsuwały się, robiąc miejsce dla nowej koleżanki, jednak Edytka nie chciała czekać. Zagrzmiała donośnym, wręcz obcym, jak na dziecko głosem:
  • Nie, bawimy się same.
                     Dziewczynka, której na imię było Małgosia, była mocno rozczarowana. W jej malutkich, brązowych oczach pojawiły się łzy. Ania i Marysia były tak zaskoczone, że nie potrafiły wypowiedzieć ani słowa. Małgosia popatrzyła z nadzieją na dwie dziewczynki, jednak nie doczekała się żadnej odpowiedzi ani wyjaśnienia. Z płaczem pobiegła do pani nauczycielki.
                              Efirejka już nie mogła się doczekać, aż Ania i Marysia będą podziwiać wymyślona przez nią historię. Edytka opowiadała z tak dużym zapałem, że nawet nie zauważyła, że koleżanki w ogóle jej nie słuchają. Gdy skończyła, popatrzyła głęboko w oczy swoich słuchaczek, jednak zamiast zachwytu zobaczyła w nich niemałe przerażenie. Otóż za plecami dziewczynki znów stanęła Małgosia, jednak tym razem w towarzystwie pani Borowskiej, której wzrok przyprawiał wszystkich uczniów o dreszcze.
  • To było bardzo niemiłe z twojej strony, Edytko – powiedziała spokojnie pani Borowska. - Powinnaś przeprosić Małgosię. Zrobiłaś jej ogromną przykrość.
  • Ale ja nie chcę się z nią bawić – obstawała przy swoim Edytka. Pani Borowska była zaskoczona i oburzona.
  • Moje drogie dziecko – zaczęła, a w jej głosie słychać było zdenerwowanie. Ania i Marysia popatrzyły po sobie ze strachem. - Twoje zachowanie dzisiaj jest wysoce nieodpowiednie. Ta piaskownica jest tak samo twoja, jak każdej innej dziewczynki. Wszystkie możecie się tu bawić, a tobie nie wolno nikogo wyrzucać.
  • Ależ ja nikogo nie wyrzuciłam! - oburzyła się Edytka, pod naciskiem szeptów Efirejki. Nie była do końca przekonana do tego, co mówi, ale przecież wróżka nie mogła się mylić.
  • Owszem, wyrzuciłaś. Nie będziemy jednak kontynuować tej dyskusji – pani Borowska zezłościła się już nie na żarty. - Proszę natychmiast przeprosić Małgosię.
  • Przepraszam – Edytka się poddała. Nie chciała się narażać na jeszcze większy gniew pani nauczycielki, a poza tym, w głębi duszy, jej samej było przykro, ale nikomu tego nie powiedziała. Myślała, że to, co podpowiada jej wróżka jest dobre, ale w serduszku czuła zupełnie co innego. Z rozważań wytrąciła ją pani Borowska:
  • Za karę, do końca lekcji będziesz stać ze mną. Dla ciebie to koniec zabawy na dziś – złapała dziewczynkę za rękę i pociągnęła na swoje stanowisko kontrolne. Edytka popatrzyła tęsknym wzrokiem na koleżanki i piaskownię. „Taki piękny zamek się zmarnuje”, pomyślała. Obserwowała, jak Małgosia zajęła jej miejsce w piasku i doskonale bawiła się z dziewczynkami. Było jej bardzo przykro, że tak przyjemnie spędzają czas, podczas gdy ona musi stać przy pani nauczycielce i nawet nie ma z kim porozmawiać. Efirejka szeptała jej do ucha ostre słowa niezadowolenia. „Ciebie przynajmniej nikt nie słyszy”, myślała w duchu.
                        Nastał wreszcie czas powrotu do szkoły, a tam już będą czekać rodzice, którzy zabiorą ją do domu. Dzieci dobierały się w pary, aby szybko i sprawnie przemaszerować przez plac. „Oby ta złośliwa nauczycielka nie ustawiła cię do pary z tym Michałem, on jest gruby i brzydki” powiedziała Efirejka. Była bardzo zła, że jej przyjaciółka nie mogła się bawić z resztą klasy i nie zważała na słowa.
  • Edytka pójdzie z Michałem, oboje nie macie pary – powiedziała pani Borowska i podała rękę Edytki chłopcu.
  • Ja nie chcę iść z nim w parze, on jest gruby i brzydki – wymsknęło się Edytce. Dziewczynka bezwiednie powtórzyła słowa wróżki. Dopiero, gdy wypowiedziała je na głos, zrozumiała, jak bardzo są krzywdzące dla chłopca. Chciała coś dodać, ale było już za późno. Pani Borowska straciła cierpliwość:
  • Co w ciebie dziś wstąpiło?! - krzyczała tak, że wszystkie dzieci stanęły na baczność. - W ogóle cię nie poznaję! Muszę poważnie porozmawiać z twoimi rodzicami – szarpnęła dziewczynkę za rękę i pognała do szkoły. Edytka odczuwała ogromny smutek, jakby ją samą ktoś obraził. Odwróciła się, szukając wzrokiem biednego Michała, ale maszerował na samym końcu wycieczki.
                          Czuła się obco we własnym ciele, jakby te słowa wypowiedział za nią ktoś inny. Przecież wcale nie uważała, że Michał jest gruby i brzydki, tak naprawdę bardzo go lubiła, bo znała go jeszcze od przedszkola. Z Małgosią też chętnie by się pobawiła, im więcej osób, tym weselej, ale tak bardzo chciała opowiedzieć swoją historię, że nie mogła czekać. „Nie! To wszystko nie tak miało wyglądać!”, gorączkowała się w myślach. Jej oczy wypełniły się łzami, gdy zobaczyła w oddali mamę, która z uśmiechem czekała na swoją ukochaną córeczkę. Jak ona jej teraz spojrzy w oczy, co jej powie? Mama przecież zawsze mówiła, żeby być miłym dla koleżanek i dla dorosłych oczywiście też. „Ojej, mama będzie na mnie zła, nie odezwie się przez najbliższy tydzień, a tego nie zniosę”, wyrokowała dziewczynka. Efirejka milczała, nie wiedząc, co poradzić przyjaciółce. Nie znajdowała odpowiednich słów, aby pocieszyć dziewczynkę, bo czuła, że ona też zawiniła.
                            Mama, gdy usłyszała o wszystkich zdarzeniach, które zaszły dziś w szkole nie była zła, jak myślała Edytka, ale bardzo zawiedziona, co było zdecydowanie gorsze. Myślała, że wychowała ukochaną córkę na mądrą i koleżeńską, a tymczasem słyszała takie historie. Nie mogła uwierzyć, że tak postąpiło jej dziecko, jednak fakty były faktami. Edytka milczała, uparcie wpatrując się w podłogę. Bez słowa szły z mamą do domu, mijając obojętnie ich ulubioną lodziarnię. Zatrzymały się dopiero przy przejściu dla pieszych, tuż przed domem. Mama szukała już kluczy, Edytka nie przestawała podziwiać swoich czarnych bucików, a Efirejka rozglądała się po okolicy. „Patrz, tam idzie ten Michał!”, krzyknęła wróżka najgłośniej, jak potrafiła, wyrywając dziewczynkę z głębokiej zadumy. „Zobacz, jaki jest smutny, trzeba go czym prędzej przeprosić”, dodała. Ta myśl wydała się Edytce jak najbardziej słuszna – przecież sama chciała go przeprosić jeszcze na boisku, ale był zbyt daleko. Niewiele myśląc, wbiegła na ulicę. Patrzyła na chłopca, aby pod żadnym pozorem nie spuścić go z oczu, podczas gdy kolejne samochody wykonywały nieziemskie akrobacje, aby nie potrącić biegnącego dziecka. Mama Edytki, gdy to zobaczyła, omal się nie przewróciła. Nogi się pod nią ugięły. Chciała biec za córką, ale zdrowy rozsądek podpowiadał, że to zbyt niebezpieczne.
  • Stój! - krzyczała. - Zatrzymaj się na tej wysepce! Edyta! Stój!
                         Gdy dziewczynka usłyszała głos matki oprzytomniała i zdała sobie sprawę, że stoi na środku ruchliwej ulicy. Serce omal nie wyskoczyło jej z piersi, a nogi odmawiały posłuszeństwa. Wolnym krokiem dotarła do wysepki pomiędzy kolejnymi pasami ruchu. Gdy tylko zaświeciło się zielone światło, mama błyskawicznie znalazła się u boku córki.
  • Nic ci się nie stało? - pytała, oglądając dziewczynkę od stóp do głów. - Dziecko drogie, czyś ty zwariowała?! - krzyczała, gdy upewniła się, że Edytka jest cała i zdrowa. - Co w ciebie dziś wstąpiło? Nie poznaję własnego dziecka! Chyba sam diabeł podsunął ci ten pomysł!
                        To bardzo zabolało Efirejkę. Nie była przecież diabłem, tylko wróżką. Chciała dobrze. „Wróżka Przełożona miała rację, trzeba się dużo nauczyć, żeby pomagać dzieciom”, myślała po cichutku, aby nawet Edytka nie usłyszała jej myśli. Postanowiła, że powie o wszystkim dziewczynce, jeśli tylko będzie chciała z nią rozmawiać, a potem naprawią wszystkie szkody.
  • Bardzo przepraszam, mamusiu. Zobaczyłam Michała i chciałam... - próbowała się tłumaczyć Edytka, ale mama szybko jej przerwała:
  • Nie będziemy o tym teraz rozmawiać. Bardzo mnie zawiodłaś, Edytko, przecież nie tak cię z tatą wychowywaliśmy. Naprawdę nie wiem, co w ciebie wstąpiło. Mogłaś zrobić krzywdę nie tylko sobie, ale i wszystkim wokół. Nigdy więcej tak nie rób – mówiła mama z rozgoryczeniem. Bardzo ją zabolało, że jej własne dziecko postępuje tak nieodpowiedzialnie. Miała łzy w oczach, dlatego nie powiedziała nic więcej, tylko w milczeniu doszła do domu.
                             Edytka weszła do swojego pokoju, odłożyła plecak w kąt i usiadła na łóżku. Łezki popłynęły po jej różowych policzkach. Było jej bardzo smutno i nie wiedziała, jak naprawić swoje błędy. Efirejka siedziała obok równie przygnębiona i bezradna. Żałowała, że zapragnęła wtedy zobaczyć Ziemię jeszcze raz. Teraz chciała tylko wrócić do domu, leżeć znowu w swoim małym, żółtym łóżeczku ze świadomością, że to tylko zły sen. Ale niestety, nie był to sen i Efirejka doskonale o tym wiedziała. Zebrała siły i zaczęła tak mocno rozmyślać nad rozwiązaniem problemu, że nawet nie zauważyła, kiedy Edytka wyszła na obiad. Została sama w ogromnym pokoju, pełnym zabawek i kolorowych książek. Mała wróżka przeszła go wzdłuż i wszerz, szukając pomysłu, gdy wreszcie natrafiła na rysunki Edytki. Dziewczynka rysowała tak pięknie, że jej prace mogą udobruchać nawet najtwardsze serce. „Tak! To jest świetny pomysł”, krzyknęła sama do siebie.
  • Tak, to naprawdę bardzo dobry pomysł – za plecami wróżki rozbrzmiał aksamitny głos, który tak dobrze znała. Odwróciła się powoli i stanęła oko w oko z Wróżką Przełożoną. - Martwiliśmy się o ciebie, Efirejko.
  • Wiem, bardzo przepraszam, to był przypadek, ja nie chciałam... - próbowała się wytłumaczyć Efirejka.
  • Postąpiłaś bardzo niewłaściwie. Przez swoją nieodpowiedzialność naraziłaś tę dziewczynkę na niebezpieczeństwo. Zagłuszyłaś właściwą jej Dobrą Wróżkę i biedne dziecko nie wiedziało, co jest właściwe, a co nie. Musisz ponieść konsekwencje swoich czynów – powiedziała z powagą Wróżka Przełożona.
  • Ja to wszystko naprawię, powiem jej całą prawdę, wszystko będzie dobrze, obiecuję! - krzyczała rozgorączkowana Efirejka.
  • Nie wiem, czy mogę ci teraz zaufać – odparła Wróżka Przełożona.
  • Ja nie kłamię, zrobię wszystko, co trzeba! - zaklinała się Efirejka.
  • Wiem, że nie kłamiesz. Obawiam się tylko, czy na pewno wiesz, co trzeba zrobić – powiedziała Wróżka Przełożona. Efirejka poczuła się bardzo zawstydzona. Nigdy nie myślała, że będzie musiała udowodnić, że potrafi rozróżnić dobro od zła. Zawsze się jej wydawało, że to zupełnie naturalne i logiczne, ale, jak się okazało, nie jest wcale takie proste.
                       Efirejka podniosła głowę, popatrzyła w zielone oczy Wróżki Przełożonej i rzekła z dumą i pewnością w głosie:
  • Wiem, co należy zrobić. I wiem też, że nie zawsze to, co chcemy zrobić jest tym, co powinnyśmy. Możesz być spokojna, Wróżko Przełożona, że doprowadzę wszystko do porządku.
                          Wróżka Przełożona uśmiechnęła się nieznacznie. W głębi duszy wierzyła, że Efirejka nie tylko naprawi swoje winy, ale i zrozumie swój błąd. Skinęła głową i zniknęła.
                       Do pokoju weszła Edytka, tak samo przygnębiona, jak wcześniej. Miała oczy czerwone od płaczu, którego już nawet nie miała siły zatrzymywać. Efirejka podsunęła dziewczynce kartkę papieru i ołówek, co było dla niej nie lada wyczynem. „Tak pięknie rysujesz”, szepnęła jej do uszka. „Oni ci wybaczą, jeśli ich szczerze przeprosisz”, dodała. Edytka sięgnęła po kartkę, ale wróżka wciąż mocno ją trzymała. „Ale najpierw ty musisz wybaczyć mnie”, powiedziała, unikając wzroku dziewczynki. „Nie jestem dobrą wróżką i masz przeze mnie same problemy. Jestem jeszcze za mała, aby ci doradzać, ale ci tego nie powiedziałam. Oszukałam cię i bardzo cię za to przepraszam”, mówiła tak cichutko, że Edytka ledwie mogła ją usłyszeć. Otarła policzki i delikatny uśmiech zagościł na jej okrągłej twarzyczce. Położyła rękę na łóżku, aby wróżka mogła na nią wskoczyć.
  • Tak naprawdę obie dałyśmy plamę – rzekła, gdy Efirejka znalazła się na jej dłoni. - Tata tak mówi, gdy zapomni czegoś kupić i mama jest bardzo zła. Teraz też jest zła, więc chyba tym razem ja dałam plamę. To nie jest tylko twoja wina, mogłam przecież mówić sama. Po prostu myślałam, że wróżki zawsze wiedzą, co jest dobre... - Efirejka bardzo się zawstydziła na te słowa. Bała się, że dziewczynka przestanie teraz wierzyć w Dobre Wróżki, a tego znieść nie mogła. „Prawdziwe wróżki wiedzą” rzekła pospiesznie. „Ja nie jestem prawdziwą wróżką. Jeszcze nie jestem i pewnie już nigdy nie będę” dodała ze smutkiem i w jej małych oczkach pojawiły się jeszcze mniejsze łzy. - Nie płacz, na pewno będziesz wspaniałą wróżką! - powiedziała z uśmiechem Edytka. - Musisz się tylko wiele nauczyć, tak jak i ja. Dlatego muszę szybko namalować coś pięknego dla pani Borowskiej, bo inaczej nie nauczy mnie już niczego! - dodała radośnie i szybko pochwyciła kartkę i ołówek.
                     Wróżka Przełożona przyglądała się tym wydarzeniom zza okna. Doskonale słyszała każde słowo i bardzo się ucieszyła, że dziewczynka znalazła sposób, aby przeprosić wszystkie osoby, które dziś uraziła. Martwiło ją tylko to, jak powinna ukarać Efirejkę. Mała wróżka musiała ponieść konsekwencje swoich czynów, to było oczywiste, ale nie mogła być dla niej zbyt surowa. Tak naprawdę też była tylko dzieckiem i miała prawo popełnić błąd. Najważniejsze, aby umiała go naprawić, a to udało się jej bezbłędnie.
                Następnego dnia Edytka poszła do szkoły sama. Efirejka została w pokoju i z niecierpliwością czekała na efekty przeprosin. A były one co najmniej zadowalające. Pani Borowska za trzecim razem dała się wreszcie przeprosić i była zachwycona podarowanym jej obrazkiem. Małgosia niemal się wzruszyła, gdy dostała od Edytki namalowany zamek z piasku, dokładnie taki sam, jak ten, który zbudowała dzień wcześniej w piaskownicy. Michał nie dał się dwa razy prosić i uśmiechem odpowiedział, że „kto się czubi, ten się lubi”. Najbardziej bała się Edytka reakcji mamy, którą kochała najbardziej i która tak bardzo się o nią wtedy martwiła. Stworzyła wymyślną laurkę z okienkiem, zza którego wyłaniał siężowy napis „nie gniewaj się”. Mama popatrzyła na prezent i mocno przytuliła ukochaną córeczkę. „Bardzo cię przepraszam mamusiu, już nigdy więcej tak nie zrobię”, powiedziała wzruszona Edytka. Mama pocałowała ją w czółko, a laurkę zachowała jako największy skarb.
  • Zdecydowanie milej jest sprawiać innym przyjemność niż ich obrażać – powiedziała Edytka, wchodząc do pokoju. Ku swojemu zaskoczeniu zastała tam nie jedną, a dwie wróżki.
  • Oczywiście, że tak jest. Witaj, Edytko, jestem Wróżką Przełożoną, wychowuję i uczę małe wróżki, aby mogły pomagać dzieciom takim jak ty. Przypadek sprawił, że jedna z nich znalazła się na Ziemi wcześniej niż powinna, ale całe szczęście wszystko udało się naprawić – mówiła spokojnie Wróżka Przełożona do wciąż jeszcze zszokowanej Edytki.
  • Czyli... co teraz będzie? – zapytała niepewnie dziewczynka.
  • Wracamy do Krainy Wróżek, niektórzy muszą się jeszcze wiele nauczyć – popatrzyła z ciepłym uśmiechem na Efirejkę.
  • A czy nie możecie zostać tutaj? Miło było mieć przyjaciółkę-wróżkę.
  • Kochanie, ty masz już swoją wróżkę, choć nawet o tym nie wiesz. To ona podpowiada ci czynienie dobra. Niektórzy dorośli mówią na to dobre serce, ale to jest zasługa dobrych wróżek.
  • Szkoda, że dorośli nie wierzą we wróżki – odparła smutnie Edytka.
  • Są tacy, którzy wierzą. Niektórzy zapomnieli, że kiedyś w nie wierzyli i nie chcą już ich słuchać – mówiła przyjaźnie Wróżka Przełożona i dodała: - Tobie nigdy nie wolno zapomnieć o wróżce, którą masz w sobie. Świat potrzebuje dużo dobra, a ty masz możesz mu je dać. W końcu spotkałaś aż trzy dobre wróżki – uśmiechnęła się szczerze, dodając otuchy Efirejce. Mała wróżka uwierzyła, że i dla niej nie wszystko stracone. - Musimy się już pożegnać – powiedziała po chwili Wróżka Przełożona, patrząc przez okno. - Najwyższa pora wracać do domu.
  • Bardzo się cieszę, że was poznałam – odparła Edytka z dumą. - Będzie mi was bardzo brakować.
  • Być może wkrótce o nas zapomnisz – powiedziała Wróżka Przełożona. Efirejkę bardzo to zasmuciło, bo nie chciała, aby dziewczynka o niej zapomniała.
  • Takich gości się nie zapomina – powiedziała Edytka, a pewność jej głosu uspokoiła małą wróżkę. Pomachała przyjaciółce na pożegnanie i wkrótce znalazła się znowu w swoim żółtym pokoiku.
                          Od tego czasu Efirejka ciężko pracowała, aby odzyskać zaufanie Wróżki Przełożonej i po raz kolejny, tym razem już celowo i w pełni zasłużenie, znaleźć się na Ziemi. Czasem zastanawiała się, czy Edytka naprawdę wciąż o niej pamięta, ale nigdy nie mogła tego sprawdzić. Wkrótce zdała wszystkie egzaminy i stała się prawdziwą Dobrą Wróżką.
                           Edytka pilnie się uczyła i zawsze była wzorową uczennicą. Wciąż pięknie malowała i tworzyła niesamowite opowieści, ale nigdy już nie robiła tego podczas zajęć szkolnych. Bawiła się serdecznie ze wszystkimi dziećmi i dzielnie pomagała w obowiązkach domowych. Powoli i z niemałą ciekawością odkrywała uroki świata, zawsze słuchając głosu swojej małej Dobrej Wróżki. Nigdy jednak nie zapomniała Efirejki, swojej pierwszej i jedynej przyjaciółki-wróżki.


Do napisania :-)