Cześć
Wracam z nową nazwą (poprzednia za bardzo kojarzyła mi się z maturą, która nie poszła mi tak dobrze, jak bym chciała) i nowymi pomysłami. Jestem teraz w Hiszpanii. Zmiana otoczenia, nowi ludzie, klimat i historie sprawiły, że mam w głowie mnóstwo myśli, którymi chcę się podzielić. Czy mają one jakąś większą wartość? Przekonam się za jakiś czas. Póki co, muszę gdzieś to wszystko spisywać, żeby żyć w zgodzie z własną wyobraźnią.
Dzisiaj wstawiam bajkę, którą wysłałam na konkurs "Złote Piórko" organizowany przez Biedronkę. Mam nadzieję, że się spodoba.
W
Krainie Wróżek nigdy nie
było czasu na nudę.
Małe wróżki
uczęszczały
do szkoły dla wróżek,
gdzie zawsze panowała
surowa dyscyplina. Zajęcia
były bardzo ważne,
ponieważ przygotowywały
do opieki nad małymi
dziećmi żyjącymi
w świecie ludzi. Dlatego
właśnie
wszystkie małe wróżki
pilnie się uczyły,
aby w przyszłości
dobrze wypełniać
swoje obowiązki.
- Witajcie, drogie dzieci – powiedziała Wróżka Przełożona na pierwszych zajęciach w szkole dla wróżek. Była to najstarsza i najbardziej doświadczona z wróżek. Miała bystre zielone oczy, które zdawały się widzieć wszystko, co działo się w klasie. Jej ciemne, kręcone włosy spięte były zawsze w elegancki kok, podkreślony dużą spinką. Nosiła szmaragdową sukienkę, przewiązaną w pasie ciemnozieloną wstążką. Unosiła się lekko na swoich dużych, błyszczących skrzydłach, które mieniły się w słońcu odcieniami mięty i malachitu.
- Dzień dobry pani – wyrecytowały chórem wszystkie małe wróżki. Nie miały one jeszcze skrzydeł, bowiem nie były jeszcze gotowe pomagać ludziom. Tego właśnie miała ich nauczyć Wróżka Przełożona.
- Bardzo się cieszę, że was tutaj widzę – mówiła aksamitnym głosem. - Przed wami dużo ciężkiej pracy, zanim będziecie mogły sfrunąć na Ziemię i pomagać małym dzieciom dokonywać dobrych wyborów. Póki co, powinnyście się pilnie uczyć, aby umieć rozróżnić dobro od zła.
- A kiedy wyrosną nam skrzydła? - wykrzyknęła zaciekawiona wróżka, ubrana w pomarańczową sukienkę i lśniące koraliki.
- Jak masz na imię, moja droga?
- Efirejka – odparła zmieszana wróżka.
- W takim razie, droga Efirejko, musisz wiedzieć, że to nie czas ani miejsce na takie pytania. Jeśli chcesz coś powiedzieć, należy podnieść rękę do góry i poczekać, aż oddam ci głos – mówiła nauczycielskim tonem Wróżka Przełożona. W zaciekawionych oczach małej wróżki dostrzegła rozczarowanie, dlatego po chwili dodała: - Dziś jest pierwszy dzień waszej nauki, więc miałaś prawo nie wiedzieć – uśmiechnęła się ciepło, aby dodać dziecku otuchy – Jeśli będziecie się dobrze sprawować, otrzymacie skrzydła po zakończonej edukacji. Ale pamiętajcie, że musicie być bardzo uważne i sumienne, bo zadanie, które w przyszłości otrzymacie wymaga dużej odpowiedzialności. A teraz idźcie do domów, bo od jutra czeka was ciężka praca!
Wśród
rozmów i śmiechów małe
wróżki rozeszły
się do swoich pokoików.
Wszystkie mieszkały w
Akademii dla Wróżek,
gdzie miały się
wykształcić
na odpowiedzialne Dobre Wróżki,
które dzieci znają z
bajek o księżniczkach i
królewiczach. Nie zdają
sobie one jednak sprawy, że
bycie Dobrą Wróżką
wcale nie jest takie proste i wszystkie małe
wróżki chcą
nimi zostać, lecz nie
każdej się
to udaje. Dobra Wróżka
musi bezbłędnie
odróżniać
dobro od zła, miłą
zabawę od nieodpowiedniej
rozrywki, ciekawą
przygodę od
niebezpiecznych wojaży.
Oczywiście nie każda
z wróżek otrzymuje
magiczną moc – dostają
ją tylko wzorowe
uczennice i to po wielu latach nauki. Magiczna moc w nieodpowiednich
rękach byłaby
czymś bardzo
niebezpiecznym! Może wam
się to wydać
zabawne, ale Dobre Wróżki
przechodzą egzamin z
magii, aby otrzymać
magiczną różdżkę.
Nie
o tym mieliśmy jednak
opowiadać, a o
wydarzeniach ze szkoły
dla wróżek, bowiem
pewnego dnia miała tam
miejsce sprawa niecodzienna.
Przez
kolejne dni wszystkie małe
uczennice studiowały
bardzo pilnie zasady panujące
w ludzkim świecie. Wróżka
Przełożona
kilkakrotnie podkreślała
co małym dzieciom robić
wolno, a na co pod żadnym
pozorem pozwalać nie
można.
- Trzeba pilnować, aby małe dzieci nie wpadały na żadne szalone pomysły. Jeśli raz coś im zaświta w głowie to zrobią wszystko, aby ten pomysł zrealizować – mówiła głośno i wyraźnie Wróżka Przełożona, aby jej podopieczne zapamiętały tę zasadę na zawsze. - Panno Amejko! - zagrzmiała, gdy zobaczyła, że jedna z wróżek zasnęła na swojej ławce. - Przenigdy nie można pozwolić, aby dziecko spało na lekcji!
Wróżka
Amejka zerwała się
na równe nogi i zaczęła
poprawiać włosy,
które niezgrabnie układały
się jej na twarzy,
zasłaniając
niemal cały widok.
- Ale ja nie chciałam! - próbowała się wytłumaczyć, jednak było już za późno. Wróżka Przełożona zdenerwowała się nie na żarty i nawet nie chciała słuchać żadnych usprawiedliwień.
- Zostaniesz w klasie po zajęciach – powiedziała oschle, a wszystkie małe wróżki poczuły, jak dreszcz przebiega im po plecach. Żadna z nich nie chciała być teraz na miejscu Amejki, ale wszystkie szczerze współczuły koleżance. Prawdę mówiąc, wszystkie miały ochotę zasnąć i z trudem walczyły z zamykającymi się powiekami, ale od tego momentu na każdej lekcji bały się choćby mrugnąć.
Kara
dla Amejki nie była
jednak tak sroga, jak możecie
sobie wyobrażać.
Wróżka Przełożona
wymaga od swoich uczennic dyscypliny i skupienia, ale nigdy nie miała
zamiaru być dla żadnej
z nich okrutna. Poleciła
Amejce uporządkować
książki, ławki
i tablicę, jeszcze raz
przypomniała, jak należy
się zachowywać
na lekcji i odesłała
wystraszoną wróżkę
do swojego pokoju. Jednocześnie
mogła być
pewna, że każda
z jej podopiecznych będzie
od teraz uważać
na zajęciach.
Istotnie
tak właśnie
było. Uczennice chłonęły
wiedzę, z ogromną
niecierpliwością
wyczekując kolejnych
lekcji. Bystre oczy Efirejki zapamiętywały
każdy obrazek pokazywany
przez Wróżkę
Przełożoną.
Karajka i Marejka swymi błyszczącymi
długopisami zapisywały
każde zasłyszane
na zajęciach zdanie.
Amejka rysowała wymyślne
obrazki, aby utrwalić
sobie powtarzane zasady. Jak widzicie, każda
z wróżek miała
swój własny sposób na
notatki. Wróżka
Przełożona
pozostawiała im tę
dowolność, pilnowała
jednak, aby znalazło się
w nich wszystko to, co najistotniejsze.
Tak
upływała
edukacja w szkole dla wróżek
przez długie tygodnie.
Małe uczennice były
już nieco znużone
nauką i z utęsknieniem
czekały, aż
wreszcie otrzymają
skrzydła i będą
mogły pofrunąć
do krainy ludzi. Każda z
wróżek po cichu marzyła,
że najlepiej zda końcowe
egzaminy i już wkrótce
będzie miała
szansę ubiegać
się o magiczną
różdżkę.
Pewnego
dnia Wróżka Przełożona
przygotowała dla swoich
podopiecznych wyjątkową
lekcję. Zabrała
je do miejsca, które było
owiane niezwykłą
tajemnicą. Żadnej
z młodych wróżek
nie wolno było się
tam udać, dlatego tym
większą
ciekawość ono wzbudzało.
Chmura widokowa, bo o niej mowa, była
miejscem istotnie wyjątkowym.
To właśnie
stąd rozciągał
się niesamowity widok na
całą Ziemię.
Z łatwością
można było
dostrzec starszego pana strzygącego
żywopłot,
młodą
panią z zakupami i dzieci
bawiące się
w piaskownicy.
To
właśnie
chciała Wróżka
Przełożona
pokazać swoim
podopiecznym, gdyż
wierzyła, że
każda z nich zapracowała
na ten doniosły moment
wytrwałą nauką.
- Jestem z was bardzo dumna, moje drogie wróżki – powiedziała spokojnie Wróżka Przełożona i popatrzyła z uznaniem na wszystkie swoje podopieczne. - Ciężko pracowałyście przez ostatnie tygodnie i należy się wam nagroda. Dlatego właśnie przygotowałam dla was niespodziankę. Spójrzcie.
Wtem
małym, zaciekawionym
oczkom ukazał się
piękny obraz. Była
to planeta co najmniej cudowna – pełna
istot ludzkich i zwierząt,
drobnych kwiatów i wiekowych drzew, nieprzeniknionych oceanów i
rwących rzek, dzikich
dżungli i radosnych
sadów, piaszczystych plaż
i dumnych gór.
- Oto planeta Ziemia – dodała uroczyście Wróżka Przełożona. - Mam nadzieję, że już niedługo dostaniecie szansę, aby uczynić ją jeszcze lepszą.
Małe
wróżki były
zachwycone. Nie potrafiły
się zdecydować,
co bardziej pochłania ich
uwagę i przyciąga
wzrok. Oczami wyobraźni
każda z nich widziała
już siebie pomagającą
małym dzieciom w
dokonywaniu ich pierwszych życiowych
wyborów.
Słońce
chyliło się
już ku zachodowi, więc
nastała pora, aby wracać
do domu. Wizyta na chmurze widokowej znacznie się
wydłużyła,
ale i tak nie była
wystarczająco długa,
aby wróżki mogły
dostrzec całej piękno
tajemniczej planety. W głębi
duszy już pragnęły
się tam znaleźć,
już chciały
kąpać
się w morzu, wygrzewać
na słońcu
albo wspinać po górach.
Te fantazje należało
jednak czym prędzej
odłożyć
na bok, bowiem wielkimi krokami zbliżały
się egzaminy końcowe
i Wróżka Przełożona
bardzo dbała, aby jej
podopieczne nie zaprzątały
sobie głowy sprawami
niepotrzebnymi.
Dzień
przed testem, pierwszym w takim krótkim życiu
małej wróżki,
wszystkie uczennice były
bardzo zestresowane. Niektóre po raz setny powtarzały
najważniejsze regułki,
inne opowiadały sobie
nawzajem zabawne historie, a jeszcze inne spacerowały
w ciszy. Nie wszystkie jednak potrafiły
w spokoju doczekać
kolejnego dnia. Efirejka wpadła
na pomysł, który, jak
się później
przekonacie, okazał się
tragiczny w skutkach.
- Amejko, Amejko, śpisz? - wołała, szturchając najlepszą koleżankę.
- Nie, tak sobie tylko leżę i myślę. Co się stało? - odparła Amejka, wyciągnięta z głębokiej zadumy.
- Nie możemy tak tu siedzieć, ja już nie wytrzymam – gorączkowała się Efirejka.
- Co masz na myśli? - zapytała zaciekawiona Amejka.
- Chodźmy ją zobaczyć, jeszcze tylko jeden raz – odpowiedziała szeptem Efirejka.
- Co zobaczyć?
- Ziemię! Proszę, proszę, chodźmy ją zobaczyć, tylko na chwilkę! - prosiła Efirejka.
- Nie możemy tam iść! Dobrze wiesz, że Wróżka Przełożona nie pozwala – odparła z powagą Amejka. - A poza tym – dodała – tam jest niebezpiecznie. - Amejka miała nadzieję, że tymi słowami odwiedzie przyjaciółkę od tego szalonego pomysłu. Niestety, nie mogła się bardziej pomylić. W oczach małej wróżki zaświeciła wizja wielkiej przygody i oczywistym było, że tylko ją to zachęciło. Jak postanowiła, tak też zrobiła. Wybiegła prędko z pokoiku. Amejka krzyczała jeszcze za koleżanką, ale ta skupiona była wyłącznie na swoim celu. - Na pewno da sobie radę i wróci cała i zdrowa – myślała w duchu przerażona Amejka. - Tam wcale nie jest tak niebezpiecznie, chciałam ją tylko nastraszyć. Na pewno przybiegnie do mnie niedługo i opowie, jak było – próbowała się pocieszać, ale czuła, że może zdarzyć się coś naprawdę niedobrego.
Efirejka
była bardzo
podekscytowana swoim pomysłem.
Biegła, ile sił
w nogach, aby móc spędzić
na chmurze widokowej jak najwięcej
czasu. Kiedy wreszcie dotarła
na miejsce, z trudem łapała
oddech, ale tak bardzo chciała
zobaczyć Ziemię
jeszcze raz, że szybko
się uspokoiła,
wskoczyła na najwyższe
schodki i wyjrzała przez
barierkę.
- Tam jest tak pięknie! - zachwycała się widokiem. Patrzyła to w prawo, to w lewo, to znów w prawo, zauważając coraz to ciekawsze wydarzenia. - Już nie mogę się doczekać, aż sama będę tam na dole – wzdychała w duchu.
Tak
się rozmarzyła,
że nawet nie zauważyła,
kiedy zrobiło się
bardzo późno. Zerwała
się na równe nogi i
zaczęła zbiegać
po schodkach tak szybko, że
straciła równowagę.
Mimo usilnych starań i
akrobacji nie była w
stanie wrócić do pionu i
czuła, jak grunt usuwa
się jej spod nóg. Z
desperacją chwyciła
jeszcze rękami ostatni
stopień, ale jej wątłe
ramionka nie były w
stanie utrzymać jej zbyt
długo i powoli zaczęła
spadać. Z coraz większą
prędkością
zbliżała
się do Ziemi. Minęła
setki ptaków, kilka wysokich drzew, aż
wreszcie z niemałym
hukiem wpadła w dziwne
pudełko. Znalazła
się wśród
książek i zeszytów,
większych nawet od niej
samej. Co gorsza, chwilę
później pudełko
się zamknęło
i biedna wróżka straciła
nadzieję na jakikolwiek
ratunek.
Tak
oto zrozpaczona Efirejka spędziła
kilka absolutnie przerażających
chwil. Pudełko trzęsło
się niemiłosiernie,
a każda sekunda w
otoczeniu tych gigantycznych książek
wydała się
małej wróżce
wiecznością.
Wreszcie turbulencje ustały,
pudełko zostało
otwarte i do wnętrza
zajrzała uśmiechnięta
buzia małej dziewczynki.
Powoli wyciągnięte
zostały wszystkie
książki, następnie
przyszła pora na zeszyty,
a jako ostatni na zewnątrz
powędrował
piórnik. Efirejka została
zupełnie sama. Przytulała
się do ścian
pudełka, aby pozostać
niezauważoną,
ale bystre oczy dziecka dostrzegły
błyszczącego
gościa.
- A cóż to jest? - krzyknęła z ciekawością dziewczynka.
- Ja... jestem małą wróżką – powiedziała cichutko Efirejka. - Proszę, nie rób mi krzywdy.
- Wróżką! Niesamowite! Wiedziałam, że to prawda, że wróżki naprawdę istnieją! - krzyczało dziecko i po chwili pospiesznie dodało: - Nigdy nie mogłabym cię skrzywdzić, jesteś najprawdziwszą wróżką! - dziewczynka była w tym momencie najszczęśliwszym stworzeniem na świecie. Jak każde małe dziecko wierzyła we wróżki, ale była już na tyle mądra, że wiedziała, że nie każdy może je spotkać. - Ale powiedz mi, co robisz w moim plecaku? - zapytała, gdy chwilę odetchnęła.
- Ja... ja spadłam z nieba – odparła już troszkę mniej przerażona, ale wciąż onieśmielona wróżka. Dziewczynka włożyła swoją dłoń w głąb plecaka, aby jej nowa przyjaciółka mogła się wydostać. Posadziła na łóżku małego gościa i powiedziała dostojnie, przypominając sobie zasady dobrego wychowania.: - Mam na imię Edytka, a ty?
- Jestem Efirejka – odparła wróżka i podała swoją drobniutką rączkę na znak przywitania. Edytka zmieszała się, ale po chwili podała mały paluszek. Wtedy obie zaśmiały się szczerze i obiecały sobie, że od tej pory zostaną przyjaciółkami i wszędzie będą chodzić razem.
- Będziesz musiała chodzić ze mną do szkoły, a tam jest strasznie nudno. Jeśli chcesz, możesz zostać w domu, ale nikogo tu wtedy nie ma – analizowała rezolutnie Edytka.
- Chętnie pójdę do szkoły. Ja bardzo lubię szkołę, uczyłam się tam wielu ciekawych rzeczy – odparła Efirejka.
- Naprawdę? - Edytka była wyraźnie zaciekawiona. - Czy w niebie jest szkoła dla wróżek?
- Oczywiście, że jest – odpowiedziała lekko oburzona Efirejka. - Musimy się nauczyć, co małym dzieciom wolno, a czego nie, co jest dobre, a co złe. Tam sprawy wyglądają inaczej niż tutaj. A my jesteśmy po to, żeby ludzie czynili tylko dobro – Efirejka wzięła głęboki oddech i już chciała się zwierzyć, że tak naprawdę jeszcze szkoły nie skończyła, gdy wtem usłyszała kobiecy głos dochodzący z innego pokoju.
- To mama, czas już na obiad – zawołała Edytka. Efirejka wskoczyła na jej ramię i tak zaczęła się ich wspólna przygoda.
Następnego
dnia wcześnie wstały
i starannie wyszykowały
się do szkoły.
Efirejka była bezpieczna
na wygodnym ramieniu Edytki, gdyż
była tak malutka, że
nikt nie mógł jej
zauważyć.
Było to też
miejsce bardzo dogodne, aby móc szeptać
do ucha dziewczynki tak, by nikt jej nie usłyszał.
Edytka
dumnie weszła do szkoły,
nikomu nie zdradzając
swojej tajemnicy. Od kilku dni uczęszczała
do pierwszej klasy szkoły
podstawowej, ale nie była
jedną z tych dziewczynek,
które boją się
szkoły, co to to nie!
Bardzo lubiła przebywać
wśród dzieci, lubiła
się z nimi bawić
i opowiadać im ciekawe
historie, których setki tworzyły
się w jej główce.
Jak na pierwszoklasistkę
potrafiła już
dobrze czytać i pisać,
dlatego na lekcjach często
się nudziła
i rysowała śmieszne
obrazki, zamiast uważać
na to, co mówi pani nauczycielka.
Tego
dnia Edytka nie miała
najmniejszej ochoty słuchać,
jak jej koledzy męczą
się z sylabami albo
próbują pisać
kształtne literki.
Dziewczynka szybciutko nakreśliła
cały rządek
idealnych „A” i tylko do tego mogła
się tego dnia
zmobilizować. Po chwili,
wciąż trzymając
ołówek w dłoni,
zaczęła marzyć
o wioskach pełnych
błyszczących
wróżek. Wyobrażała
sobie ich malutkie domki, w których czytały
malutkie książki o
ludzkich obyczajach. Właśnie
zastanawiała się,
czy w świecie wróżek
używa się
takich samych literek jak w świecie
ludzi, gdy usłyszała,
jak Efirejka nie szepcze, a wręcz
krzyczy do jej uszka. Szybko podniosła
wzrok i ujrzała nad sobą
zagniewaną twarz pani
nauczycielki.
- Czy już skończyłaś, Edytko? - zapytała stanowczo wysoka pani Borowska. Miała błękitne, chłodne oczy, które zmroziłyby nawet najbardziej radosne serduszko. - Czyżbyś nie znała alfabetu? - patrzyła wymownie na zeszyt, w którym „A” pierwszą i ostatnią napisaną literką.
- Nie, proszę pani. Znam dobrze alfabet, tylko zrobiłam sobie przerwę – odpowiedziała rezolutnie Edytka. Pani Borowska widziała, że pisanie nie sprawia dziewczynce problemu, nie życzyła sobie jednak lenistwa na swoich zajęciach.
- W takim razie proszę szybko dokończyć ćwiczenie. Cała reszta – tu zwróciła się do pozostałych uczniów – przechodzimy do następnego zadania. A ty, moja droga – popatrzyła znów na Edytkę – musisz nas dogonić. I mam nadzieję, że to był ostatni raz.
- Oczywiście, proszę pani. Bardzo przepraszam – odpowiedziała posłusznie i szybko wróciła do zadania.
Efirejka
słuchała
cierpliwie całej rozmowy.
Nie potrafiła zrozumieć,
dlaczego pani nauczycielka upomniała
Edytkę. „Przecież
nie robiła nic złego”,
myślała
sobie w duchu, „a poza tym ona już
to wszystko potrafi”. Na tych rozmyślaniach
upłynęły
małej wróżce
trzy kolejne lekcje. Podczas gdy Efirejka analizowała
po kolei słowa pani
Borowskiej, Edytka sumiennie rysowała
literki, później
cyferki, a następnie
wzorowo przeczytała
opowiadanie o Tadziu i jego kotkach.
Ostatnia
lekcja tego dnia odbywała
się na szkolnym boisku.
Piękne, wrześniowe
słońce
przyjemnie ogrzewało
zmęczonych
pierwszoklasistów. Chłopcy
grali w piłkę,
część dziewczynek grała
w gumę, a pozostałe
bawiły się
w piaskownicy. Pani Borowska stała
tak, aby móc kontrolować
całe rozbiegane
towarzystwo.
Edytka,
Ania i Marysia formowały
zamki z piasku. Wszystkie trzy były
już gotowe, mogły
więc rozpocząć
opowiadania o uwięzionych
w nich księżniczkach i
książętach, jadących
im na ratunek. Efirejka podpowiadała
Edytce cichutko historie usłyszane
jeszcze w krainie wróżek,
aby jej opowiadanie było
najciekawsze i zadziwiło
koleżanki. Już
miała zacząć
mówić, gdy za plecami
usłyszała
nieśmiały
głosik:
- Czy mogę się z wami pobawić?
Ania
i Marysia z uśmiechem
pokiwały twierdząco
głowami i już
odsuwały się,
robiąc miejsce dla nowej
koleżanki, jednak Edytka
nie chciała czekać.
Zagrzmiała donośnym,
wręcz obcym, jak na
dziecko głosem:
- Nie, bawimy się same.
Dziewczynka,
której na imię było
Małgosia, była
mocno rozczarowana. W jej malutkich, brązowych
oczach pojawiły się
łzy. Ania i Marysia były
tak zaskoczone, że nie
potrafiły wypowiedzieć
ani słowa. Małgosia
popatrzyła z nadzieją
na dwie dziewczynki, jednak nie doczekała
się żadnej
odpowiedzi ani wyjaśnienia.
Z płaczem pobiegła
do pani nauczycielki.
Efirejka
już nie mogła
się doczekać,
aż Ania i Marysia będą
podziwiać wymyślona
przez nią historię.
Edytka opowiadała z tak
dużym zapałem,
że nawet nie zauważyła,
że koleżanki
w ogóle jej nie słuchają.
Gdy skończyła,
popatrzyła głęboko
w oczy swoich słuchaczek,
jednak zamiast zachwytu zobaczyła
w nich niemałe
przerażenie. Otóż
za plecami dziewczynki znów stanęła
Małgosia, jednak tym
razem w towarzystwie pani Borowskiej, której wzrok przyprawiał
wszystkich uczniów o dreszcze.
- To było bardzo niemiłe z twojej strony, Edytko – powiedziała spokojnie pani Borowska. - Powinnaś przeprosić Małgosię. Zrobiłaś jej ogromną przykrość.
- Ale ja nie chcę się z nią bawić – obstawała przy swoim Edytka. Pani Borowska była zaskoczona i oburzona.
- Moje drogie dziecko – zaczęła, a w jej głosie słychać było zdenerwowanie. Ania i Marysia popatrzyły po sobie ze strachem. - Twoje zachowanie dzisiaj jest wysoce nieodpowiednie. Ta piaskownica jest tak samo twoja, jak każdej innej dziewczynki. Wszystkie możecie się tu bawić, a tobie nie wolno nikogo wyrzucać.
- Ależ ja nikogo nie wyrzuciłam! - oburzyła się Edytka, pod naciskiem szeptów Efirejki. Nie była do końca przekonana do tego, co mówi, ale przecież wróżka nie mogła się mylić.
- Owszem, wyrzuciłaś. Nie będziemy jednak kontynuować tej dyskusji – pani Borowska zezłościła się już nie na żarty. - Proszę natychmiast przeprosić Małgosię.
- Przepraszam – Edytka się poddała. Nie chciała się narażać na jeszcze większy gniew pani nauczycielki, a poza tym, w głębi duszy, jej samej było przykro, ale nikomu tego nie powiedziała. Myślała, że to, co podpowiada jej wróżka jest dobre, ale w serduszku czuła zupełnie co innego. Z rozważań wytrąciła ją pani Borowska:
- Za karę, do końca lekcji będziesz stać ze mną. Dla ciebie to koniec zabawy na dziś – złapała dziewczynkę za rękę i pociągnęła na swoje stanowisko kontrolne. Edytka popatrzyła tęsknym wzrokiem na koleżanki i piaskownię. „Taki piękny zamek się zmarnuje”, pomyślała. Obserwowała, jak Małgosia zajęła jej miejsce w piasku i doskonale bawiła się z dziewczynkami. Było jej bardzo przykro, że tak przyjemnie spędzają czas, podczas gdy ona musi stać przy pani nauczycielce i nawet nie ma z kim porozmawiać. Efirejka szeptała jej do ucha ostre słowa niezadowolenia. „Ciebie przynajmniej nikt nie słyszy”, myślała w duchu.
Nastał
wreszcie czas powrotu do szkoły,
a tam już będą
czekać rodzice, którzy
zabiorą ją
do domu. Dzieci dobierały
się w pary, aby szybko i
sprawnie przemaszerować
przez plac. „Oby ta złośliwa
nauczycielka nie ustawiła
cię do pary z tym
Michałem, on jest gruby i
brzydki” powiedziała
Efirejka. Była bardzo
zła, że
jej przyjaciółka nie
mogła się
bawić z resztą
klasy i nie zważała
na słowa.
- Edytka pójdzie z Michałem, oboje nie macie pary – powiedziała pani Borowska i podała rękę Edytki chłopcu.
- Ja nie chcę iść z nim w parze, on jest gruby i brzydki – wymsknęło się Edytce. Dziewczynka bezwiednie powtórzyła słowa wróżki. Dopiero, gdy wypowiedziała je na głos, zrozumiała, jak bardzo są krzywdzące dla chłopca. Chciała coś dodać, ale było już za późno. Pani Borowska straciła cierpliwość:
- Co w ciebie dziś wstąpiło?! - krzyczała tak, że wszystkie dzieci stanęły na baczność. - W ogóle cię nie poznaję! Muszę poważnie porozmawiać z twoimi rodzicami – szarpnęła dziewczynkę za rękę i pognała do szkoły. Edytka odczuwała ogromny smutek, jakby ją samą ktoś obraził. Odwróciła się, szukając wzrokiem biednego Michała, ale maszerował na samym końcu wycieczki.
Czuła
się obco we własnym
ciele, jakby te słowa
wypowiedział za nią
ktoś inny. Przecież
wcale nie uważała,
że Michał
jest gruby i brzydki, tak naprawdę
bardzo go lubiła, bo
znała go jeszcze od
przedszkola. Z Małgosią
też chętnie
by się pobawiła,
im więcej osób, tym
weselej, ale tak bardzo chciała
opowiedzieć swoją
historię, że
nie mogła czekać.
„Nie! To wszystko nie tak miało
wyglądać!”,
gorączkowała
się w myślach.
Jej oczy wypełniły
się łzami,
gdy zobaczyła w oddali
mamę, która z uśmiechem
czekała na swoją
ukochaną córeczkę.
Jak ona jej teraz spojrzy w oczy, co jej powie? Mama przecież
zawsze mówiła, żeby
być miłym
dla koleżanek i dla
dorosłych oczywiście
też. „Ojej, mama będzie
na mnie zła, nie odezwie
się przez najbliższy
tydzień, a tego nie
zniosę”, wyrokowała
dziewczynka. Efirejka milczała,
nie wiedząc, co poradzić
przyjaciółce. Nie
znajdowała odpowiednich
słów, aby pocieszyć
dziewczynkę, bo czuła,
że ona też
zawiniła.
Mama,
gdy usłyszała
o wszystkich zdarzeniach, które zaszły
dziś w szkole nie była
zła, jak myślała
Edytka, ale bardzo zawiedziona, co było
zdecydowanie gorsze. Myślała,
że wychowała
ukochaną córkę
na mądrą
i koleżeńską,
a tymczasem słyszała
takie historie. Nie mogła
uwierzyć, że
tak postąpiło
jej dziecko, jednak fakty były
faktami. Edytka milczała,
uparcie wpatrując się
w podłogę.
Bez słowa szły
z mamą do domu, mijając
obojętnie ich ulubioną
lodziarnię. Zatrzymały
się dopiero przy
przejściu dla pieszych,
tuż przed domem. Mama
szukała już
kluczy, Edytka nie przestawała
podziwiać swoich czarnych
bucików, a Efirejka rozglądała
się po okolicy. „Patrz,
tam idzie ten Michał!”,
krzyknęła wróżka
najgłośniej,
jak potrafiła, wyrywając
dziewczynkę z głębokiej
zadumy. „Zobacz, jaki jest smutny, trzeba go czym prędzej
przeprosić”, dodała.
Ta myśl wydała
się Edytce jak
najbardziej słuszna –
przecież sama chciała
go przeprosić jeszcze na
boisku, ale był zbyt
daleko. Niewiele myśląc,
wbiegła na ulicę.
Patrzyła na chłopca,
aby pod żadnym pozorem
nie spuścić
go z oczu, podczas gdy kolejne samochody wykonywały
nieziemskie akrobacje, aby nie potrącić
biegnącego dziecka. Mama
Edytki, gdy to zobaczyła,
omal się nie przewróciła.
Nogi się pod nią
ugięły. Chciała
biec za córką, ale
zdrowy rozsądek
podpowiadał, że
to zbyt niebezpieczne.
- Stój! - krzyczała. - Zatrzymaj się na tej wysepce! Edyta! Stój!
Gdy
dziewczynka usłyszała
głos matki oprzytomniała
i zdała sobie sprawę,
że stoi na środku
ruchliwej ulicy. Serce omal nie wyskoczyło
jej z piersi, a nogi odmawiały
posłuszeństwa.
Wolnym krokiem dotarła do
wysepki pomiędzy
kolejnymi pasami ruchu. Gdy tylko zaświeciło
się zielone światło,
mama błyskawicznie
znalazła się
u boku córki.
- Nic ci się nie stało? - pytała, oglądając dziewczynkę od stóp do głów. - Dziecko drogie, czyś ty zwariowała?! - krzyczała, gdy upewniła się, że Edytka jest cała i zdrowa. - Co w ciebie dziś wstąpiło? Nie poznaję własnego dziecka! Chyba sam diabeł podsunął ci ten pomysł!
To
bardzo zabolało Efirejkę.
Nie była przecież
diabłem, tylko wróżką.
Chciała dobrze. „Wróżka
Przełożona
miała rację,
trzeba się dużo
nauczyć, żeby
pomagać dzieciom”,
myślała
po cichutku, aby nawet Edytka nie usłyszała
jej myśli. Postanowiła,
że powie o wszystkim
dziewczynce, jeśli tylko
będzie chciała
z nią rozmawiać,
a potem naprawią
wszystkie szkody.
- Bardzo przepraszam, mamusiu. Zobaczyłam Michała i chciałam... - próbowała się tłumaczyć Edytka, ale mama szybko jej przerwała:
- Nie będziemy o tym teraz rozmawiać. Bardzo mnie zawiodłaś, Edytko, przecież nie tak cię z tatą wychowywaliśmy. Naprawdę nie wiem, co w ciebie wstąpiło. Mogłaś zrobić krzywdę nie tylko sobie, ale i wszystkim wokół. Nigdy więcej tak nie rób – mówiła mama z rozgoryczeniem. Bardzo ją zabolało, że jej własne dziecko postępuje tak nieodpowiedzialnie. Miała łzy w oczach, dlatego nie powiedziała nic więcej, tylko w milczeniu doszła do domu.
Edytka
weszła do swojego pokoju,
odłożyła
plecak w kąt i usiadła
na łóżku.
Łezki popłynęły
po jej różowych
policzkach. Było jej
bardzo smutno i nie wiedziała,
jak naprawić swoje błędy.
Efirejka siedziała obok
równie przygnębiona i
bezradna. Żałowała,
że zapragnęła
wtedy zobaczyć Ziemię
jeszcze raz. Teraz chciała
tylko wrócić do domu,
leżeć
znowu w swoim małym,
żółtym
łóżeczku
ze świadomością,
że to tylko zły
sen. Ale niestety, nie był
to sen i Efirejka doskonale o tym wiedziała.
Zebrała siły
i zaczęła tak mocno
rozmyślać
nad rozwiązaniem
problemu, że nawet nie
zauważyła,
kiedy Edytka wyszła na
obiad. Została sama w
ogromnym pokoju, pełnym
zabawek i kolorowych książek.
Mała wróżka
przeszła go wzdłuż
i wszerz, szukając
pomysłu, gdy wreszcie
natrafiła na rysunki
Edytki. Dziewczynka rysowała
tak pięknie, że
jej prace mogą udobruchać
nawet najtwardsze serce. „Tak! To jest świetny
pomysł”, krzyknęła
sama do siebie.
- Tak, to naprawdę bardzo dobry pomysł – za plecami wróżki rozbrzmiał aksamitny głos, który tak dobrze znała. Odwróciła się powoli i stanęła oko w oko z Wróżką Przełożoną. - Martwiliśmy się o ciebie, Efirejko.
- Wiem, bardzo przepraszam, to był przypadek, ja nie chciałam... - próbowała się wytłumaczyć Efirejka.
- Postąpiłaś bardzo niewłaściwie. Przez swoją nieodpowiedzialność naraziłaś tę dziewczynkę na niebezpieczeństwo. Zagłuszyłaś właściwą jej Dobrą Wróżkę i biedne dziecko nie wiedziało, co jest właściwe, a co nie. Musisz ponieść konsekwencje swoich czynów – powiedziała z powagą Wróżka Przełożona.
- Ja to wszystko naprawię, powiem jej całą prawdę, wszystko będzie dobrze, obiecuję! - krzyczała rozgorączkowana Efirejka.
- Nie wiem, czy mogę ci teraz zaufać – odparła Wróżka Przełożona.
- Ja nie kłamię, zrobię wszystko, co trzeba! - zaklinała się Efirejka.
- Wiem, że nie kłamiesz. Obawiam się tylko, czy na pewno wiesz, co trzeba zrobić – powiedziała Wróżka Przełożona. Efirejka poczuła się bardzo zawstydzona. Nigdy nie myślała, że będzie musiała udowodnić, że potrafi rozróżnić dobro od zła. Zawsze się jej wydawało, że to zupełnie naturalne i logiczne, ale, jak się okazało, nie jest wcale takie proste.
Efirejka
podniosła głowę,
popatrzyła w zielone oczy
Wróżki Przełożonej
i rzekła z dumą
i pewnością
w głosie:
- Wiem, co należy zrobić. I wiem też, że nie zawsze to, co chcemy zrobić jest tym, co powinnyśmy. Możesz być spokojna, Wróżko Przełożona, że doprowadzę wszystko do porządku.
Wróżka
Przełożona
uśmiechnęła
się nieznacznie. W głębi
duszy wierzyła, że
Efirejka nie tylko naprawi swoje winy, ale i zrozumie swój błąd.
Skinęła głową
i zniknęła.
Do
pokoju weszła Edytka, tak
samo przygnębiona, jak
wcześniej. Miała
oczy czerwone od płaczu,
którego już nawet nie
miała siły
zatrzymywać. Efirejka
podsunęła dziewczynce
kartkę papieru i ołówek,
co było dla niej nie lada
wyczynem. „Tak pięknie
rysujesz”, szepnęła
jej do uszka. „Oni ci wybaczą,
jeśli ich szczerze
przeprosisz”, dodała.
Edytka sięgnęła
po kartkę, ale wróżka
wciąż mocno ją
trzymała. „Ale najpierw
ty musisz wybaczyć mnie”,
powiedziała, unikając
wzroku dziewczynki. „Nie jestem dobrą
wróżką
i masz przeze mnie same problemy. Jestem jeszcze za mała,
aby ci doradzać, ale ci
tego nie powiedziałam.
Oszukałam cię
i bardzo cię za to
przepraszam”, mówiła
tak cichutko, że Edytka
ledwie mogła ją
usłyszeć.
Otarła policzki i
delikatny uśmiech
zagościł
na jej okrągłej
twarzyczce. Położyła
rękę
na łóżku,
aby wróżka mogła
na nią wskoczyć.
- Tak naprawdę obie dałyśmy plamę – rzekła, gdy Efirejka znalazła się na jej dłoni. - Tata tak mówi, gdy zapomni czegoś kupić i mama jest bardzo zła. Teraz też jest zła, więc chyba tym razem ja dałam plamę. To nie jest tylko twoja wina, mogłam przecież mówić sama. Po prostu myślałam, że wróżki zawsze wiedzą, co jest dobre... - Efirejka bardzo się zawstydziła na te słowa. Bała się, że dziewczynka przestanie teraz wierzyć w Dobre Wróżki, a tego znieść nie mogła. „Prawdziwe wróżki wiedzą” rzekła pospiesznie. „Ja nie jestem prawdziwą wróżką. Jeszcze nie jestem i pewnie już nigdy nie będę” dodała ze smutkiem i w jej małych oczkach pojawiły się jeszcze mniejsze łzy. - Nie płacz, na pewno będziesz wspaniałą wróżką! - powiedziała z uśmiechem Edytka. - Musisz się tylko wiele nauczyć, tak jak i ja. Dlatego muszę szybko namalować coś pięknego dla pani Borowskiej, bo inaczej nie nauczy mnie już niczego! - dodała radośnie i szybko pochwyciła kartkę i ołówek.
Wróżka
Przełożona
przyglądała
się tym wydarzeniom zza
okna. Doskonale słyszała
każde słowo
i bardzo się ucieszyła,
że dziewczynka znalazła
sposób, aby przeprosić
wszystkie osoby, które dziś
uraziła. Martwiło
ją tylko to, jak powinna
ukarać Efirejkę.
Mała wróżka
musiała ponieść
konsekwencje swoich czynów, to było
oczywiste, ale nie mogła
być dla niej zbyt surowa.
Tak naprawdę też
była tylko dzieckiem i
miała prawo popełnić
błąd. Najważniejsze,
aby umiała go naprawić,
a to udało się
jej bezbłędnie.
Następnego
dnia Edytka poszła do
szkoły sama. Efirejka
została w pokoju i z
niecierpliwością
czekała na efekty
przeprosin. A były one co
najmniej zadowalające.
Pani Borowska za trzecim razem dała
się wreszcie przeprosić
i była zachwycona
podarowanym jej obrazkiem. Małgosia
niemal się wzruszyła,
gdy dostała od Edytki
namalowany zamek z piasku, dokładnie
taki sam, jak ten, który zbudowała
dzień wcześniej
w piaskownicy. Michał nie
dał się
dwa razy prosić i
uśmiechem odpowiedział,
że „kto się
czubi, ten się lubi”.
Najbardziej bała się
Edytka reakcji mamy, którą
kochała najbardziej i
która tak bardzo się o
nią wtedy martwiła.
Stworzyła wymyślną
laurkę z okienkiem, zza
którego wyłaniał
się różowy
napis „nie gniewaj się”.
Mama popatrzyła na
prezent i mocno przytuliła
ukochaną córeczkę.
„Bardzo cię przepraszam
mamusiu, już nigdy więcej
tak nie zrobię”,
powiedziała wzruszona
Edytka. Mama pocałowała
ją w czółko,
a laurkę zachowała
jako największy skarb.
- Zdecydowanie milej jest sprawiać innym przyjemność niż ich obrażać – powiedziała Edytka, wchodząc do pokoju. Ku swojemu zaskoczeniu zastała tam nie jedną, a dwie wróżki.
- Oczywiście, że tak jest. Witaj, Edytko, jestem Wróżką Przełożoną, wychowuję i uczę małe wróżki, aby mogły pomagać dzieciom takim jak ty. Przypadek sprawił, że jedna z nich znalazła się na Ziemi wcześniej niż powinna, ale całe szczęście wszystko udało się naprawić – mówiła spokojnie Wróżka Przełożona do wciąż jeszcze zszokowanej Edytki.
- Czyli... co teraz będzie? – zapytała niepewnie dziewczynka.
- Wracamy do Krainy Wróżek, niektórzy muszą się jeszcze wiele nauczyć – popatrzyła z ciepłym uśmiechem na Efirejkę.
- A czy nie możecie zostać tutaj? Miło było mieć przyjaciółkę-wróżkę.
- Kochanie, ty masz już swoją wróżkę, choć nawet o tym nie wiesz. To ona podpowiada ci czynienie dobra. Niektórzy dorośli mówią na to dobre serce, ale to jest zasługa dobrych wróżek.
- Szkoda, że dorośli nie wierzą we wróżki – odparła smutnie Edytka.
- Są tacy, którzy wierzą. Niektórzy zapomnieli, że kiedyś w nie wierzyli i nie chcą już ich słuchać – mówiła przyjaźnie Wróżka Przełożona i dodała: - Tobie nigdy nie wolno zapomnieć o wróżce, którą masz w sobie. Świat potrzebuje dużo dobra, a ty masz możesz mu je dać. W końcu spotkałaś aż trzy dobre wróżki – uśmiechnęła się szczerze, dodając otuchy Efirejce. Mała wróżka uwierzyła, że i dla niej nie wszystko stracone. - Musimy się już pożegnać – powiedziała po chwili Wróżka Przełożona, patrząc przez okno. - Najwyższa pora wracać do domu.
- Bardzo się cieszę, że was poznałam – odparła Edytka z dumą. - Będzie mi was bardzo brakować.
- Być może wkrótce o nas zapomnisz – powiedziała Wróżka Przełożona. Efirejkę bardzo to zasmuciło, bo nie chciała, aby dziewczynka o niej zapomniała.
- Takich gości się nie zapomina – powiedziała Edytka, a pewność jej głosu uspokoiła małą wróżkę. Pomachała przyjaciółce na pożegnanie i wkrótce znalazła się znowu w swoim żółtym pokoiku.
Od
tego czasu Efirejka ciężko
pracowała, aby odzyskać
zaufanie Wróżki
Przełożonej
i po raz kolejny, tym razem już
celowo i w pełni
zasłużenie,
znaleźć się
na Ziemi. Czasem zastanawiała
się, czy Edytka naprawdę
wciąż o niej pamięta,
ale nigdy nie mogła tego
sprawdzić. Wkrótce zdała
wszystkie egzaminy i stała
się prawdziwą
Dobrą Wróżką.
Edytka
pilnie się uczyła
i zawsze była wzorową
uczennicą. Wciąż
pięknie malowała
i tworzyła niesamowite
opowieści, ale nigdy już
nie robiła tego podczas
zajęć szkolnych. Bawiła
się serdecznie ze
wszystkimi dziećmi i
dzielnie pomagała w
obowiązkach domowych.
Powoli i z niemałą
ciekawością
odkrywała uroki świata,
zawsze słuchając
głosu swojej małej
Dobrej Wróżki. Nigdy
jednak nie zapomniała
Efirejki, swojej pierwszej i jedynej przyjaciółki-wróżki.
Do napisania :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz